Witamy na stronie, zaloguj się jeśli posiadasz konto lub zarejestruj się.
Aurora Nagłówek
"Musicie dużo czytać. By poznać prawdę. By dostrzec korzenie zła." - Abp Marcel Lefebvre
Niedziela 1 sierpnia 2021

GRA W TRZY KARTY

2021-07-09

Przyglądając się walce z zabójczym wirusem, który dziesiątkuje rzekomo ludność całego świata, obserwujemy w ostatnich dniach zmasowany, nazwijmy to w uproszczeniu anglosaski, atak propagandowy skierowany na Chiny. Zarządzający plandemią nie zawahali się poświęcić dla dobra sprawy pożytecznego idioty, firmującego dotąd swą twarzą przemysł szczepionkowy na terytorium USA, doprowadzając do upublicznienia maili, które wymieniał z innymi gangsterami tej zorganizowanej grupy przestępczej na pozostałych kontynentach. Co tym bardziej zrozumiałe, nie drgnęła im zapewne powieka, kiedy polecenie podobnego „ujawnienia” skierowali w kierunku służb zawiadujących naszym nieszczęśliwym krajem. „Nasi” politycy zareagowali w sposób typowy, zrzucając całe odium na zimnego czekistę i jego hakerów, nie tłumacząc się przed tubylczym ludem z meritum sprawy. Chiny, jako państwo poważniejsze, zareagowały odwetowym uderzeniem medialnym, w którym przypomniały to, o czym pisałem zarówno w pozycji „Oko Cyklopa” w roku 2008, jak i w książce „Covidowe Jeże”, wydanej w roku bieżącym, a mianowicie, że to amerykańskie laboratorium wojskowe w Fort Detrick było odpowiedzialne za produkcję zarodników wąglika, które zostały wysłane do amerykańskich polityków i mediów niedługo po atakach z 11 września 2001 roku. Przypomnijmy, że na tydzień przed „atakami” wąglikiem, do Białego Domu dzięki Jerome Hauer’owi, związanemu z Fort Detrick, dostarczono lek Cipro, firmy Bayer. Sekretarzem Obrony, zaledwie od 20.01.2001, był Donald Rumsfeld. Ten sam, który jeszcze w roku 1983 ściskał serdecznie dłoń prezydenta Saddama Hussein’a, co nie uchroniło tego ostatniego i jego rodziny przed gwałtowną śmiercią niespełna 20 lat później. W polityce nie ma sentymentów, o czym mogła się przekonać Korea Północna, którą Rumsfeld w roku 2002 nazwał państwem zbójeckim, mimo że jeszcze rok wcześniej zasiadał w radzie nadzorczej grupy ABB, która z tą samą Koreą w roku 2000 zawarła kontrakt na zaprojektowanie i dostarczenie jej reaktorów jądrowych o wartości 200 milionów USD. Od roku 1985, gdy Rumsfeld odstąpił prawa do swojej firmy G.D. Searle&Co niesławnej korporacji Monsanto, rzucił się w wir polityki, nie zapominając jednak o starej maksymie pecunia non olet. Już w roku 1997 został dyrektorem generalnym słynnej dziś korporacji Gilead. Natychmiast użył swoich wpływów, by FDA[1]zezwoliła na dopuszczenie na rynek leku Cidofovir, zwalczającego ospę, będącego dotąd pod ścisłą kontrolą armii, co sprawiło de facto, że Gilead została błyskawicznie włączona do badań Pentagonu w zakresie badań nad bioterroryzmem, oczywiście zyskując przypływ państwowych dotacji. Zgodnie ze swoją maksymą, w roku 1998 to właśnie ten sam polityk przekonał innego, wybitnego obrońcę demokracji, Clintona, do zbombardowania wytwórni farmaceutycznej Al-Shifa w Sudanie, uruchomionej zaledwie rok wcześniej i importującej składniki z Niemiec, Indii, Włoch, Szwecji, Szwajcarii, Tajlandii i naturalnie Stanów Zjednoczonych. Nie uchroniło to fabryki, której właścicielom zarzucono współpracę z Al-Kaidą od całkowitego zniszczenia, choć jej główną przewiną było raczej to, iż stanowiła konkurencję w produkcji leków przeciw malarii i AIDS, dla firmy … Gilead. Odwrócenie tym pokazem siły, uwagi społecznej od ówczesnych problemów prezydenta z niejaką Moniką Lewinsky, pozwoliło mu zapewne szybciej ulec namowom wytrawnego biznesmena. Przywołuję tę postać nie bez powodu przecież, ale w kontekście bliskich relacji z Fauci’m, który według doniesień prasowych, przekazywał Chinom pieniądze amerykańskich podatników na finansowanie badań związanych z wirusami na bazie nietoperzy. Dokonywał tego za pośrednictwem EcoHealth Alliance, którego dyrektor Peter Daszak, nie tylko kłamał na łamach The Lancet, pisząc o naturalnym pochodzeniu wirusa, ale który także, jako członek Komisji Śledczej WHO, zdejmował z laboratorium Wuhan jakikolwiek udział w pandemii. Czy słusznie?

Przypomnieć należy, że przenoszenie badań nad, nazwijmy to wprost, bronią biologiczną do krajów poza USA, wynika z tego, iż takie prace na ziemi amerykańskiej są formalnie nielegalne. Z tego powodu, Fort Detrick posiłkuje się między innymi specjalistami zatrudnionymi w swoich oddziałach, na przykład w gruzińskim Centrum Badań nad Zdrowiem Publicznym im. Richard’a Lugar’a. Warto wspomnieć i o tym, że w roku 2015 Gilead Sciences testowało tam, z naruszeniem prawa międzynarodowego i bez zgody pacjentów, lek przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu C - Sovaldi (Sofosbuvir). W wyniku tych działań zmarło 24 pacjentów, co nie przeszkodziło firmie kontynuować prac, nie informując innych o porażce, a to ponoć doprowadziło do kolejnych 49 zgonów. Ujawnił to Igor Giorgadze, były gruziński minister bezpieczeństwa państwowego, który z racji swoich związków z Rosją i postawy antyglobalistycznej, dyskredytowany jest od lat przez świat „zachodu”[2]. Jeśli pominiemy aspekt polityczny, to okaże się to całkiem zrozumiałe w świetle przywoływanej tu wcześniej  maksymy, bo jedna pigułka Sovaldi kosztuje, na przykład w Indiach 4,89 USD, podczas gdy w USA już prawie 1000 USD! Trzymiesięczny cykl leczenia w tym pierwszym kraju oscyluje wokół kilkuset dolarów, a w Stanach Zjednoczonych wynosi 84 000.

Wspomniany wyżej Giorgadze przedstawił podobno 1000 stron dokumentów świadczących o tym, że ośrodek w Tbilisi prowadził chemiczne i biologiczne testy dla Pentagonu. Pisały o tym gazety, oczywiście (z niszowymi wyjątkami) nie w Polsce, już w roku 2018, wiążąc z tym laboratorium przypadki „świńskiej grypy”, występujące od lat na naszym kontynencie, również w krajach nadbałtyckich. Pojawiły się one podobno w tym czasie także w Belgii, co ówczesny minister rolnictwa Walonii Rene Collin, tłumaczył obecnością na terenie bazy wojskowej w Lagland, żołnierzy biorących udział w ćwiczeniach NATO, prowadzonych na terenie krajów leżących nad Bałtykiem. Tego typu laboratoriów jest w państwach tego regionu zatrzęsienie, na samej Ukrainie – kilkanaście. Ale, o tym, przy innej okazji.

29 czerwca tego roku, w wieku 88 lat, pożegnał się wreszcie z tym światem zbrodniarz wojenny, oskarżony we własnym kraju o tortury i gwałty, którego udział w operacji 9/11 i obecnej, hybrydowej wojnie ekonomiczno-biologicznej z ludzkością, był kluczowy. W Polsce zwykło się o umarłych mówić dobrze lub wcale, wobec czego przytoczę tylko opinię o tej żałosnej postaci, nazywanej chyba nieprzypadkowo Don Rumsfeld, którą wyraził były prezydent USA Richard Nixon, a co odnotowały skrupulatnie nagrania z podsłuchu Gabinetu Owalnego (taśmy „Watergate”). „A ruthless little b******”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „bezwzględny, mały s*******”.

Pytałem w swojej ostatniej książce, czy kwestią przypadku było zamknięcie laboratorium Fort Detrick w roku 2019, będące efektem „zagubienia niektórych próbek wirusów, bałagan i brak należytych środków bezpieczeństwa”? Oddałem ją do druku w grudniu 2020, nie wiedząc jeszcze, że jakaś tajemnicza infekcja dróg oddechowych dotknęła wkrótce potem okolicznych mieszkańców. Nie oceniam aktywności lub jej braku w tym, co nam wszystkim zgotowano, siłom konkretnego państwa. Opisując w tej książce pewien profetyczny rysunek, który pojawił się na rynku w roku 2018, na którym przedstawiono zarówno USA, Wielką Brytanię, jak i Chiny, napisałem, iż „jestem (…) przekonany, że niezależnie od poziomu zaangażowania każdego z trzech przedstawionych na rysunku państw, to one odpowiadają za to wszystko, co przyniósł nam rok 2019. I nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa”. Dziś mogę już tylko dodać, że gdy się siada do gry w trzy karty z bandytami, to trzeba się liczyć z tym, że zostanie się oszukanym. Czas pokaże, kto robił przy stoliku za frajera, kto udawał wygrywającego, a kto zgarnął całą pulę. I z kim opuszczą bazar krzykacze drobniejszego płazu.