Witamy na stronie, zaloguj się jeśli posiadasz konto lub zarejestruj się.
Aurora Nagłówek
"Musicie dużo czytać. By poznać prawdę. By dostrzec korzenie zła." - Abp Marcel Lefebvre
Wtorek 7 grudnia 2021

LOTNICZY UDAR

2021-11-12

Podczas lotu samolotem, należy pamiętać, żeby nie siedzieć zbyt długo na miejscu, zwłaszcza podczas rejsów transkontynentalnych, długotrwałych. Dziś coraz częściej mówi się już o tym, że warto w trakcie takiego lotu wstać i trochę się poruszać, choćby zrobić kilka kroków po pokładzie samolotu. Chodzi o to, by nie doznać zakrzepicy żył i zatoru płuc. Wiedzą o tym doskonale piloci i w ogóle ludzie związani z lotnictwem. Dlatego, od początku, kiedy usłyszałem o potencjalnych problemach tego typu, mogących wystąpić po przyjęciu tak zwanej szczepionki przeciw Sars-Cov-2, obawiałem się, że mogą one nieść bardzo duże ryzyko, zarówno dla pasażerów samolotów, ale i personelu pokładowego oraz pilotów. Oczywiście, wystąpienie zatoru u pasażera będzie poważnym wyzwaniem dla przewoźnika, bo będzie się wiązało z koniecznością ratowania życia. Pamiętajmy, że dzisiejsze samoloty szerokokadłubowe mogą zabrać po 300-400, a nawet 500 osób jednorazowo. Przy tej ilości pasażerów, załóżmy, że w większości zaszczepionych (bo inni mają problem, by dostać się w ogóle na pokład), ryzyko wystąpienia takiego zdarzenia, po prostu statystycznie rośnie. To jednak, dopiero połowa problemu. Bo, mówiąc z brutalną szczerością, śmierć dotknie jedną lub dwie osoby, których nie zdąży się dostarczyć do szpitala. 

Sprawa się komplikuje, kiedy takim nagłym atakiem zakrzepicy zagrożony jest pilot samolotu. Bo wówczas ryzyko śmierci dla pozostałych pasażerów maszyny gwałtownie wzrasta. Czyli, dla tych 200, czy 400 osób. Oczywiście, powie ktoś, że przecież w kokpicie zawsze leci dwóch pilotów. Tak, zakładam, że wystąpienie podobnego zdarzenia chorobowego u dwóch pilotów jednocześnie jest znikome, ale musimy wziąć pod uwagę to, że linie lotnicze całkiem poważnie myślą o zredukowaniu liczby pilotów do jednego, a docelowo marzą o samolotach autonomicznych. Tak, nie jest to żadna fantastyka! Już teraz jeden pilot obsługuje samoloty przewożące do 9 pasażerów. Natomiast, takie próby dla typowych rejsów pasażerskich już są podejmowane i nie jest to pieśń, jakby się mogło wydawać, odległej przyszłości. Jak podaje Reuters (16 czerwca 2021) linie Cathay Pacific, we współpracy z firmą Airbus, pracują nad zredukowaniem załogi w lotach długodystansowych do jednej osoby. Trzeba przy tym pamiętać, że Cathay, czyli linia z Hongkongu, jest właścicielem linii Dragonair, która przewozi rocznie ponad 25 mln pasażerów, a głównym udziałowcem Cathay jest Air China, czyli zrozumiałe jest, że i ta linia będzie szła w podobnym kierunku. A ta, ma już 330 samolotów i rocznie przewozi ponad 40 milionów osób oraz tony ładunków cargo. Air China należy do grupy Star Alliance, która zrzesza 26 linii z całego świata, w tym PLL LOT. Tak zwane Single Pilot Operations (jeden pilot w kabinie) będą wprowadzane w Cathay Pacific z początkiem 2025 roku. Obawiam się, że taki ruch może być zaraźliwy i przenieść się na inne linie tej grupy, w tym na nasz LOT, o ile oczywiście dotrwa on do roku 2025. To dopiero może być poważna pandemia! Podobne działania podjęła już Lufthansa, choć nie podaje bliższych szczegółów. Lufthansa jest również członkiem grupy Star Alliance. Piloci podnoszą alarm, bo wiedzą z jakim problemem się wkrótce wszyscy zderzymy. Pomijam to, że przeorganizowanie infrastruktury niezbędnej dla lotów w kabinach przeznaczonych dla jednego pilota, przekroczy znacznie koszt zatrudnienia ponad 600 000 pilotów, a takie są szacunkowe braki na najbliższe lata, jeśli chodzi o oczekiwania linii lotniczych. Naturalnie, póki co, ruch lotniczy drastycznie zmalał i szanse na jego powrót do wielkości sprzed tak zwanej pandemii nie są optymistyczne jeszcze w najbliższych miesiącach. 

Ale spójrzmy na fakty. Europejska organizacja EUROCONTROL, która steruje działaniami szeroko pojętej kontroli ruchu lotniczego w naszym regionie świata, szacuje, że powrót ten zajmie kilka lat. W ostatnio wydanym scenariuszu na lata 2021-2027, pomimo szeregu zabiegów iluzjonistycznych, przewiduje powrót do poziomu ruchu sprzed pandemii na rok 2023/24. Te zabiegi, to użycie trzech różnych prognoz – skrajnie optymistycznej, zupełnie pesymistycznej, jak i całkiem prawdopodobnej. Oczywiście z zastrzeżeniem, że przewidywania będą skuteczne, jeśli nie wystąpi jakiś nagły impuls odwracający wolny, ale wyraźny, trend poprawy. 

Piloci wiedzą, że zdrowie jest najważniejsze. Być może z tego powodu, część wierzących w przekazy medialne, zdecydowała się poddać szczepieniom, dla utrzymania obiecywanej im przez lekarskich naganiaczy, kondycji. Ale dziś, widząc, co się dzieje z niektórymi pilotami, a także ludźmi nie latającymi, którzy dostają nagłych zatorów, paraliżu i tym podobnych przypadków, nie chcą ryzykować. I, moim zdaniem, bardzo dobrze. Bo, jak wcześniej wspominałem, gra idzie tu o życie setek ludzi. W czerwcu tego roku, w ciągu jednego tygodnia zmarło 4 pilotów British Airways, wkrótce po przyjęciu cudownego preparatu, mającego ratować przed Covid-19. W lipcu pojawiły się informacje o śmierci pięciu pilotów linii Jet Blue, choć media głównego nurtu udawały, że temat nie istnieje. W sierpniu, kapitan Boeing 737, bengalskich linii Biman Bangladesh, lecąc ze 124 pasażerami i 5 członkami załogi, doznał udaru mózgu. Po awaryjnym lądowaniu w wykonaniu drugiego pilota, kapitan trafił do indyjskiego szpitala, gdzie dwa dni później zmarł. I znowu, media zachodnie nie podały o tym nawet wzmianki. Około 4000 pilotów złożyło pozwy przeciw liniom lotniczym z uwagi na wywierany wobec nich przymus szczepień. Już od lipca, z przymusem szczepień walczą pracownicy linii Southwest Airlines. Sprzeciwiali się mu również w sierpniu. Kilkanaście dni temu, linie Southwest odwołały dwukrotnie ponad 1000 lotów, tłumacząc to warunkami pogodowymi i ograniczeniami kontroli ruchu lotniczego. Pogoda, co udowodniono, nie miała najmniejszego wpływu na te decyzje, ale kontrola ruchu tak. Z tym, że, nie chodziło o jakieś ograniczenia związane z awarią sprzętu, tylko o protest kontrolerów, którzy wystąpili przeciw szczepieniom, biorąc wolne. W efekcie, nie było komu pracować. W miniony weekend, American Airlines odwołały 1500 rejsów, z powodu protestu personelu pokładowego, czyli stewardess. Ten problem będzie narastał.

Ryzyko, które dotyczy pilotów, rośnie w przypadku wystąpienia udaru u pracującego na stanowisku kontrolera. Kontroler, na ogół prowadzi kilka samolotów jednocześnie. Zdarza się, że kilkanaście. Parę lat temu, na lotnisku McCarran w Las Vegas, samodzielnie pracująca kontrolerka doznała udaru. Pracowała na dwóch stanowiskach równocześnie, coś, co staje się niestety niebezpiecznym standardem również w Polsce, zapewniając tak zwaną służbę kontroli ruchu naziemnego i służbę kontroli lotniska. Polecam odsłuchanie poniższego nagrania.

https://www.youtube.com/watch?v=Jv1kmuFOhWk

W Polsce, praca jednoosobowa funkcjonuje już od roku 2019. Zwłaszcza na tych lotniskach krajowych, gdzie ruch lotniczy jest niewielki. Pierwotnie, przypadki takie zdarzały się podczas braków w obsadzie, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Niestety, wbrew protestom kontrolerów, zamiast walczyć z problemem, czynione są starania, by zalegalizować tego typu działania, jako narzędzie, z którego pracodawca będzie mógł korzystać bez skrępowania, co może rokować tragicznie, jeśli weźmiemy pod uwagę przeprowadzaną obecnie redukcję zatrudnienia w kontroli ruchu lotniczego i ucieczkę polskich kontrolerów do pracy w innych krajach.

Nawiasem mówiąc, lotnisko McCarren właśnie zmienia nazwę. W roku 2012 senator z Nevady, Harry Reid, zaczął wmawiać mieszkańcom stanu, że senator McCarren „był jednym z największych antysemitów, przeciwników czarnych, jaki kiedykolwiek znalazł się w Senacie”. Podejmowane kilkukrotnie próby nic nie dały do czasu, kiedy w zamieszkach zginął czarnoskóry George Floyd. Wówczas przegłosowano zmianę nazwy na…. lotnisko imienia Harry’ego Reid’a właśnie. Zmiana ta kosztować będzie blisko 4,5 miliona USD.

Tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie nr 46