Witamy na stronie, zaloguj się jeśli posiadasz konto lub zarejestruj się.
Aurora Nagłówek
"Musicie dużo czytać. By poznać prawdę. By dostrzec korzenie zła." - Abp Marcel Lefebvre
Środa 22 września 2021

PRAWDA NAS JESZCZE ZADZIWI

2021-05-26

„Prawda nas jeszcze zadziwi.

(Albert Einstein)

 

„W dzisiejszych czasach, niewątpliwie z powodu rozmyślnie popularyzowanego od lat systemu „nauczania” różne ośrodki edukacji narodowych, ministerstwa oświaty i inni spadkobiercy wyzwolonych durniów typu Komeńskiego i jemu podobnych, nie potrafią racjonalnie myśleć. Wraz z upadkiem pięknej sztuki epistolograficznej, zanikiem umiejętności kaligrafii, rozumienia łaciny, wyrzuceniem ze szkół logiki, a nawet podstawowych informacji z zakresu fizyki, chemii i matematyki, ludzie stali się bezrozumnymi w ogromnej większości odbiorcami prawd objawionych, przekazywanych im w formie swoiście pojętej wiedzy o otaczającym ich świecie przez media, tak zwane niezależne ośrodki, organizacje pozarządowe, centra badania opinii społecznej i tym podobne źródła ogłupiania. Ludzie nie rozumieją najprostszych spraw, które jeszcze nie tak dawno doskonale łapali ich rodzice lub dziadkowie. Moje spostrzeżenia zawarte w sześciu już książkach o tragedii 9/11 wiele osób przyjmowało z życzliwością (dobra psu i mucha!), acz bez zrozumienia i wiary. Dużej części moich czytelników trafiały do przekonania przyczyny, dla których pewne wydarzenia miały miejsce, akceptowali tłumaczone im mechanizmy występujące w polityce, mające historyczne uwarunkowywania, bo z tym jeszcze mogli się zgodzić. Czuli przez skórę, że podobne łajdactwa mają prawo się dziać, bo przecież my sami w Polsce lub nasi przodkowie doznawaliśmy rozlicznych manipulacji dokonywanych na organizmie polskim, które nie w porę rozpoznane kończyły się dla bohaterów naszego Narodu (w większości bezimiennych) szykanami, więzieniami, wieloletnimi zsyłkami, fingowanymi procesami, wyrokami śmierci, strzałem w potylicę, zasypaniem w zbiorowej mogile. To jeszcze, my Polacy, zrozumieć umiemy. Ale już pojąć, jak to wszystko funkcjonuje w realu, przechodzi nasze możliwości, zdolność pojmowania otaczającego nas świata, opartego na logice, prawach naturalnych, brakuje nam po prostu podstawowej wiedzy. Niczego więc to nas nie uczy. Historia, która nie jest rozumiana, z której nie wyciąga się wniosków, ma to do siebie, że lubi się powtarzać. A czymże jest nauka?

Słowa swe kieruję zwłaszcza do młodzieży, która wkrótce zacznie brać polskie sprawy, oby nie tylko na pozór, w swoje ręce. Czynię to, gdyż mimo przeżytego na tym łez padole półwiecza, zaskakiwany jestem przez młodych ludzi tak ogromną niewiedzą o rzeczach podstawowych, że nie chce się w to wierzyć. Nie oczekuję od nikogo, by stał się nagle znawcą lotnictwa, skomplikowanych procesów informatycznych, człowiekiem rozumiejącym współczesne pola walki. Chcę jedynie spróbować, po raz kolejny odkryć przed Wami, w sposób nieinwazyjny i mam nadzieję przystępny, sposoby funkcjonowania tych wszystkich niewyjaśnionych zdawałoby się cudów, które na naszych oczach rozgrywają się każdego niemal dnia, a których wyjaśnianie wzięły na siebie, w Waszym imieniu i na Wasz tylko użytek rozmaite plugawe przekaziory, dziennikarzyny, które nie powinny nigdy szczycić się tytułem dziennikarza, usłużne wobec systemu ogłupiania kreatury, same nic nie rozumiejące z odczytywanych przez siebie „wiadomości”, czy to z kartki czy telepromptera. Wciskają Wam owe prawdy jedynie słuszne, w które powinniście uwierzyć z początkiem dnia, przy śniadaniu przed telewizorem, a które następnie dopychają Wam w głowach zapełnionych ogromem codziennych problemów podczas jazdy do pracy przez równie służalcze i infantylne stacje radiowe, kończąc tę łajdacką suitę ostatnim akordem przy przerwie na kawę, w czasie której sięgacie po codzienne gazety leżących na stolikach w Waszych firmach. Niezależnie od ich tytułów i aktualnych „redaktorów prowadzących”. A kiedy siadacie z koleżankami i kolegami przy stole w porze lunchu, to zaczynacie wymieniać się tymi kłamstwami, tą propagandową papką, którą zdołaliście się nafaszerować przez tych kilka zaledwie godzin. I chcecie błysnąć, być na czasie, pokazać, że już macie swoje, gotowe opinie, wiedzę na tematy najnowsze, inni to podchwytują, nadajecie przecież na jednej fali, to nic, że nuta fałszywa, ale trzymacie chociaż ogólny ton, bo on jest dla Was wspólny. Wyrwać się z niego, wygłosić własną ocenę zdarzeń, to przecież wręcz samobójstwo, wykluczenie społeczne, swoisty ostracyzm środowiskowy, a może i utrata zaufania wśród przełożonych, skażona podejrzeniem oszołomstwa, braku poprawności politycznej, odstawaniem od tych wspaniale wykształconych elit, za jakie chcecie uchodzić. Jaką kierujecie się wiedzą? Jaką wynieśliście z owej wiedzy naukę? Po jakie środki sięgnęliście? Kiedyś zdobycie tytułu absolwenta uczelni wiązało się z uzyskaniem dyplomu magistra, inżyniera, fachowca w jakiejś konkretnej dziedzinie. Robienie drugiego fakultetu, specjalizacji, dawało klucz do tych czarownych drzwi cudownego świata nauki. Czy myślicie, że obejdziecie je tylną bramą z napisem licencjat, przez którą wylewają się każdego roku tysiące nic nie potrafiących abiturientów szkół za pieniądze? Walczących o przetrwanie, o każdy następny dzień, pretendentów do miana narodowej elity? Jakaś część najlepszych skorzysta z wyjazdów na różnego typu projekty, jak Erasmus, Comenius, czy stypendia w europejskich instytutach uniwersyteckich. Bo po takich najchętniej sięgają te szumowiny. Ale to nie wróży niestety dobrze Polsce. Tylko wybranym osobom. I tylko przez krótki czas ich ziemskiej wędrówki. Musicie być jednak wybitnie zdolni i pozbawieni skrupułów. Niektórzy zrobili ogromne kariery właśnie na szkoleniach rozlicznych fundacji.

Taki na przykład Husajn Obama, który według coraz częstszych informacji, po przyjeździe z dalekiej Indonezji nosił jeszcze zupełnie inne nazwisko, ukończył szkolenie Fundacji Fullbrighta i efekty widzicie. Druga rzecz, że czarnoskórym takich przywilejów dotąd nie robiono. No, ale później dyskretnie zniknął z horyzontu, niektórzy, zapewne złośliwie, twierdzili, że działał pod jeszcze innym nazwiskiem w odległym Pakistanie, w którym zresztą operował wówczas inny świetnie wykształcony demokrata i agent CIA Tim Osman, znany szerzej na świecie, jako Osama Bin Laden. Wszystko to pewnie stek kłamstw i pomówień, szkoda tylko, że szukający dokumentów pochodzenia prezydenta USA giną w tajemniczych okolicznościach, ze szczególnym uwzględnieniem pracowników urzędu wydającego prawa jazdy w Chicago, z którego to okręgu startował przywódca wolnego świata.

Ogromnej większości z Was nie uda się to jednak nigdy. Sczeźniecie w swych mikroświatach, oglądając świat prawdziwy przez pryzmat laptopów, smartfonów i grube dna szklanic z alkoholem, przez które spoglądać będziecie z niedowierzaniem dookoła, aż dotrze do Was, że już daliście się zamknąć w owych słynnych słoikach Waszej poprawności, a Wasze niebo domknęło się oto na zawsze jakąś tandetną, aluminiową nakrętką pseudokariery. Ale część z Was ma nadal szansę. Wystarczy iść za radą Arcybiskupa Lefebvre, którą wziąłem sobie za motto tworząc Oficynę Aurora: „Musicie dużo czytać. By poznać prawdę. By dostrzec korzenie zła.”

Jednak czytanie staje się niestety dobrem luksusowym. Wszystko wskazuje na to, że siły, które na użytek tego tekstu pozwolę sobie określić mianem Zjednoczonych Sił Rządzących Realnie (ZSRR - © smk), w odróżnieniu od teoretycznie zawiadujących nami atrap z ich parlamentami, prezydentami, premierami i kanclerzami, chcą nas pozbawić także i tej przyjemności. ZSRR, czyli cała ta bolszewia obecna ciągle wokół nas, poczynając od swych najniższych kręgów, jakimi są rozliczne antyludzkie kluby skupione wokół idei NWO, ponadnarodowe, antychrześcijańskie stowarzyszenia, poprzez loże, służby, międzynarodowe korporacje, wszelkie banksterskie rodziny, aż po koronę (którą każdy może zinterpretować również po swojemu), odbiera nam systematycznie coraz większy kawałek naszej własności, niezależności i godności. Nie dekoncentrujmy się tutaj na bezproduktywnym szukaniu tej konkretnej kasty odpowiedzialnych za całe zło satanistów. Nie dawajmy się kanalizować i nie traćmy czasu oraz sił na określanie ich nazwisk. Im o to również chodzi. W określonych chwilach upubliczniają dla zmylenia przeciwników, którymi jesteście Wy sami, jakieś rewelacje o Klubie Bilderberg, Komisji Trójstronnej, Komitecie Stu, City of London, czy innych łotrach. Byście większość czasu spędzali na szukaniu królika, nigdy go nie znajdując. Dlatego, dla tymczasowego uproszczenia, nazwałem tę bandę kanalii wspólnym mianem - ZSRR.

Pomijając jawną już kradzież materialnych dóbr różnych, poszczególnych państw i osób, ta hydra zawłaszcza nasze dobra duchowe. Nie skrywaną już walkę z rodziną, religią, dekalogiem, dostrzega dookoła każdy człowiek myślący, każdy kto ma czas, siły i chęć do szukania odpowiedzi na trudne pytania, między innymi na czytanie. Tymczasem, furorę robią w ostatnich czasach e-book’i, dokumenty elektroniczne, fotografie cyfrowe. Wszystko to przestaje funkcjonować na półkach domowych bibliotek, w segregatorach archiwów, czy rodzinnych albumach. Cały dorobek twórców rozlicznych dzieł zostaje konsekwentnie przenoszony, przy naszym współudziale, z papieru, taśm i płyt na pendrive’y, dyski komputerów, czy wreszcie w wirtualne „chmury” zarządzane przez nieznane nam firmy kartelu, który tu określam skrótem ZSRR. W swej arogancji, nawet w nazewnictwie  porównują się do jakiejś nadludzkiej, wszechwładnej i niemal niebiańskiej osoby, magazynującej naszą całą wiedzę i dorobek pokoleń w niematerialnych „chmurach”. I jeszcze każą sobie za to płacić!

A, kiedy przeniesiemy tam już cały nasz duchowy stan posiadania, wyzbywając się namacalnych, prawdziwych dzieł myśli ludzkiej z zasięgu naszych rąk, wówczas wyłączą tę złudną chmurę, której istnieniu zawierzyliśmy. Pozostaniemy odarci z konkretów, książek, listów, zdjęć, wspomnień i marzeń. To będzie kres kultywowanej przez wieki historii rodów, ciągłości pokoleń, koniec narodowej tożsamości. Nieprzypadkowo komuniści w naszym kraju po wojnie spalili lub rozkradli większość bibliotek z ponad pięciuset najbogatszych dworów, rujnując przy tej okazji 20 000 innych, które zburzyli prawie bez reszty. Kiedy patrzymy na likwidację polskich wydawnictw, księgarń i bibliotek, myślimy po prostu, że to takie nasze, lokalne nieszczęście wynikające z ubóstwa państwa, nietrafionych decyzji politycznych i ekonomicznych, nawet wprost nazwanej złodziejskiej prywatyzacji. Ale rzecz jest znacznie poważniejsza, bo nie dotyczy tylko naszego biednego, okradanego przez kolejne urzędnicze mafie, państwa. To samo dzieje się we wszystkich krajach wysoko rozwiniętych (!), także w bogatej, wydawać by się mogło, Ameryce. Tamtejsze biblioteki, dostępne do niedawna dla wszystkich chętnych, za wniesieniem rocznej opłaty dające możliwość wypożyczania książek do domów, kopiowania wydań elektronicznych na dyski komputerów osobistych, zamykają swe podwoje dla zwykłych obywateli. Opłaty roczne są co prawda już znacznie niższe, aniżeli jeszcze kilka lat temu, ale uprawnieni do ich wnoszenia są coraz częściej tylko studenci i wykładowcy. I tylko oni mogą korzystać z zawartości bibliotecznych półek, jakkolwiek i oni nie mogą już niczego kopiować na stałe do swoich prywatnych komputerów. Materiały te są im „wypożyczane” sieciowo na czas określony, po którego upływie dostęp do nich się kończy. To wszystko nie dzieje się bez powodu. ZSRR (odniesienie do Wielkiego Brata nieprzypadkowe przecież) chce zarządzać nie tylko tym, co macie, co jecie i pijecie, nie poprzestaje na kontrolowaniu w całości Waszych maili, facebook’owych profili, twitter’owych rozmówek, sms’ów, iWiadomości, czatów na Skype. ZSRR zawłaszcza Waszą duszę. Obawiam się, że idzie to w parze z celowym niszczeniem autentycznych dóbr kultury, jaką stworzyła nasza, chrześcijańska cywilizacja. Powoływane przez lata do życia przez ZSRR kolejne watahy bandytów, czy to hołota Pol Pota, agenturalne Al Kaida, Boko Haram, czy ostatnio wykreowany sztuczny twór Państwa Islamskiego (ISIS), rozmyślnie rujnuje od wielu lat materialny dorobek tego dziedzictwa naszej, łacińskiej cywilizacji, niszcząc kościoły, zabytki sakralne, pomniki, dzieła sztuki. One też pozostaną kiedyś zaledwie cyfrowym stosem plików na nieosiągalnych dla nas serwerach. Stosem, który ta swołocz podpali bez Waszego sprzeciwu. Jestem zresztą przekonany, że ci, którzy wspierają politycznie i finansowo te bandyckie ugrupowania niszczące świątynie w Syrii, ciągną z tego osobiste profity. Pośród wielu zniszczonych obiektów giną bowiem bez śladu zabytki o mniejszych gabarytach, które z pewnością cieszą już czyjeś oczy w prywatnych apartamentach za wielką wodą. Wskazuje na to choćby fakt, że naczelnego archeologa syryjskiego zamordowano za nieujawnienie miejsca ukrycia najwartościowszych skarbów przeszłości. Islamistom żądnym zniszczeń trudno przypisać aż takie zaangażowanie w ich poszukiwania. Tym, którzy zainwestowali miliony dziwić się nie wolno. To dla nich swego rodzaju procent od inwestycji. A oni potrafią robić interesy, jak nikt inny. Szczęśliwie, pod koniec marca 2016 roku, po blisko roku od zajęcia Palmyry, udało się ją odbić i przywrócić dla świata. Dziwi tylko, że dokonali tego tak „niedemokratyczni” i rzekomo wrogo nastawieni do naszych wartości Rosjanie, podczas gdy supermocarstwu amerykańskiemu uzbrojonemu w najnowocześniejsze technologie nie udawało się to tak długo. Znamienne.”

Powyższy tekst pochodzi z wydanej przeze mnie w roku 2016, czyli już pięć lat temu, książki „Operacja Terror”. Przypomniałem sobie właśnie o nim, oglądając wywiad, którego Rafałowi Mossakowskiemu udzielił właśnie doktor Hubert Czerniak. Odnosząc się do tak zwanych „szczepionek”, przytomnie myląc jutubowe algorytmy określeniem „procedury medyczne”, wskazał właśnie na to, o czym pisałem, a co nadal nie potrafi głośno i wyraźnie wybrzmieć oraz trafić do ludzi. Przypomniał, że naszym katolickim obowiązkiem jest dbałość o rodzinę, opieka nad najstarszymi jej członkami. Nie tylko z oczywistych powodów zapisanych wieczystymi zgłoskami Dekalogu, ale też z powodów jak najbardziej pragmatycznych, by zachowując ciągłość pokoleń, dawać możliwość pokoleniu wchodzącemu w życie czerpania z wiedzy i doświadczenia pokolenia odchodzącego. By, mogło poznać historię prawdziwą, przeżytą przez ich ojców i dziadów, a nie zakłamaną, wykastrowaną z jądra prawdy i bez związku z nią powklejaną fragmentarycznie do szkolnych podręczników. Pan Czerniak zwrócił uwagę na to właśnie, że kiedy wrogowie „wchodzili na nasze tereny, to niszczyli księgi dworskie, żeby nie było wiadomo, jaka była prawdziwa historia. (…) żeby nie miał się kto bronić, trzeba się pozbyć starszych ludzi”. I dalej pyta: „gdzie są nasi historiografowie? To są tylko polskojęzyczni historycy, (…) tak naprawdę angielscy. Bo to Anglia stała za takimi dużymi wydarzeniami w naszym kraju, gdzie ginęły setki tysięcy ludzi. A teraz polskojęzyczni przywódcy sprowadzili, z Anglii naturalnie, (…) Centrum Zwalczania Dezinformacji Rosyjskiej”.

Pan doktor Hubert Czerniak ma rację. Na portalu Projektu Monitorowania Równości Bellingcat możemy przeczytać wprost: „Bellingcat Monitoring to nasz projekt, który bada skrajną prawicę za pomocą metod badawczych typu open source. Z przyjemnością informujemy, że rozszerzyliśmy naszą działalność i koncentrujemy się na ponad 20 krajach w Europie Środkowej i Wschodniej i jesteśmy zainteresowani kontaktami z potencjalnymi współpracownikami, partnerami i uczestnikami warsztatów.” A zatem, nie tylko się tej działalności nie wstydzą, ale wręcz poszukują donosicieli i współpracowników. A czym mają się owi delatorzy zajmować? Jakie mają być ich główne cele? Lista jest konkretna:

- Grupy skrajnie prawicowe, które nie są dostatecznie krytykowane w mediach swoich krajów,   w językach lokalnych / regionalnych i / lub na arenie międzynarodowej;

- Mowa nienawiści i kampanie internetowe skrajnie prawicowych grup / osób (np. anty-LGBT+, antyfeministycznych, przeciwników mniejszości narodowych itp.);

- Nowe metody i wzorce organizowania się ruchów skrajnie prawicowych, w tym nowych  platform internetowych;

- Ponadnarodowe powiązania między skrajnie prawicowymi grupami / osobami;

- Finansowanie i zakładanie skrajnie prawicowych grup;

- Powiązania między skrajnie prawicowymi grupami / osobami i grupami głównego nurtu / organami państwowymi.

Projekt skoncentrowany jest na takich państwach, jak: Albania, Armenia, Białoruś, Bośnia i Herzegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Czechy, Estonia, Kosowo, Litwa, Łotwa, Mołdawia, Polska, Rosja, Serbia, Słowacja, Słowenia, Ukraina i Węgry.

Wyróżniłem w tym zestawieniu, obok Polski, także Białoruś. To ważne, zwłaszcza w kontekście ostatnich, rozpaczliwych i antypolskich nawoływań rozlicznych durniów, w tym niestety pośród tak zwanych „naszych” polityków, do odwetu za białoruską akcję antyterrorystyczną w tamtejszej przestrzeni powietrznej. Przypomnę tylko tym wszystkim nieukom, a mówię także do urzędników siedzących na najwyższej grzędzie w urzędach tak zwanego nadzoru lotniczego (sic!), że do przechwytywania samolotów wysyła się PARĘ dyżurną, a nie jeden samolot myśliwski. Samolot Ryanair Sun nie został przechwycony! Ten białoruski MIG-29 stanowił eskortę powietrzną wobec obcego samolotu stanowiącego zagrożenie terrorystyczne nad terytorium Białorusi! Załoga podjęła samodzielną decyzję o tym, na którym lotnisku powinna wylądować, kalkulując wszelkie parametry, w tym przede wszystkim bezpieczeństwo wszystkich (!) pasażerów i biorąc pod uwagę warunki pogodowe na najbliższych lotniskach, ich oprzyrządowanie, a przede wszystkim zdolność i klasę bezpieczeństwa danego lotniska. Najwidoczniej kalkulacja owych parametrów wypadła korzystniej dla lotniska mińskiego, niż wileńskiego. Natomiast sama otoczka tej sytuacji jest sprawą drugorzędną i zapewne wyjdzie na jaw za jakiś czas, komu tak naprawdę zależało na tym, aby poszukiwany listem gończym obywatel białoruski znalazł się bez swojej woli na terytorium własnego państwa. Uważam, że pomocny dla takich przemyśleń może być przywołany wcześniej urywek „projektu monitorowania równości”.

Wspomniany Bellingcat nie jest osamotniony w swej wojnie przeciwko, między innymi, Polsce. Wraz z nim, w programie mającym „osłabiać Rosję” (dlaczego naszym kosztem?), udział bierze zarówno, cieszący się ogromną estymą Reuters, jak i „wzór” do naśladowania standardów dziennikarskich - BBC, na którą powołują się u nas kolejne nieuki, tym razem zadaniowani na odcinkach mediów. Tym, którym się zechce samemu nad tym pochylić, polecam artykuł o wycieku dokumentów, które rzecz całą czynią czytelną.

Na koniec, chciałbym przypomnieć tym, którzy już w roku 2018, przygotowując się do „pandemii” „postawili na młodych”, że eksterminując  ludzi starszych, doświadczonych życiowo, popełnili przestępstwo. Nie tylko fizycznie eliminując seniorów z zakładów pracy, wyrzucając na boczny tor samotności, czy pozbawiając ich życia bezbożną operacją pandemiczną, ale przede wszystkim, odcinając resztę społeczeństwa od ich wiedzy i mądrości życiowej, bez której to społeczeństwo „młodych i wykształconych” pójdzie dobrowolnie na rzeź. Na szczęście, jak zauważył doktor Czerniak, taki czyn nosi znamiona ludobójstwa i NIE podlega przedawnieniu.