Witamy na stronie, zaloguj się jeśli posiadasz konto lub zarejestruj się.
Aurora Nagłówek
"Musicie dużo czytać. By poznać prawdę. By dostrzec korzenie zła." - Abp Marcel Lefebvre
Niedziela 1 sierpnia 2021

RUDY, JUŻ NIE PANCERNY...

2021-01-13

Na łamach niezmiernie poczytnego portalu Bibuła pojawił się ostatnio artykuł przedrukowany z magazynu Najwyższy Czas, zatytułowany „Najważniejsze dni prezydentury Trumpa – czy odtajni wszystkie dokumenty?”.

Autor powołuje się na słowa adwokata Donalda Trump’a i byłego burmistrza Nowego Jorku Rudolpha Giuliani’ego, który mówił, że „prezydent powinien odtajnić wszelkie dokumenty”, ale z dalszej wypowiedzi wynika, iż „chodzi o informacje dotyczące tzw. deep state i korupcji”.

W komentarzu Bibuły przytomnie zauważono, że „nie chodzi tutaj o sugerowane przez Giulianiego ‘wątki rosyjskie’ (…) chodzi o coś znacznie ważniejszego: o ujawnienie utajnionych dokumentów dotyczących zabójstwa prezydenta Kennedy’ego, o tajne akta dotyczące wydarzeń 9-11, a nawet o dokumenty dotyczące Pearl Harbor.” Dalej czytamy „(…) Ale Trump tego nie zrobi. Dlaczego? Uważamy, że jeśli chodzi o najważniejsze wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat zbyt wiele wątków dotyczy lobby żydowskiego, a to jest słaby punkt Trumpa, można powiedzieć – słabość personalna (…)”[1].

Zainteresowanych odsyłam do strony „Bibuły”, warto przeczytać całość.

Parę zdań chciałbym poświęcić pomysłodawcy owego odtajnienia, żeby ostudzić niektóre nadzieje, wiązane z jego spóźnioną refleksją.

Kiedy Giuliani pojawił się w Polsce po raz pierwszy, był październik roku 2006. Byłemu burmistrzowi zrobiono reklamę bohatera Nowego Jorku, szczególnie w kontekście jego osobistego zaangażowania w  charakterze burmistrza Nowego Jorku, który oczyścił to miasto z przestępców. W jednym z artykułów przeczytać mogliśmy, że „1 stycznia Rudolph Giuliani został burmistrzem, w tym samym roku liczba zabójstw spadła o około 20% w stosunku do roku 1993 – z 1946 do 1561. (…) W 2001 – ostatnim roku jego rządów w mieście miały miejsce jedynie 642 morderstwa[2]”. To prawda, bo 11 września tamtego roku kilka tysięcy osób nie zginęło formalnie w żadnym morderstwie, a w do dziś niewyjaśnionych wypadkach samolotów, które dosłownie spadły na Nowy Jork. Burmistrz tego miasta nie zawiódł nowojorczyków i według cytowanej tu w linku gazety, stał się „bohaterem” demonstrującym, „że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu”. Tygodnik Time, na który zawsze można liczyć w takich sytuacjach, przyznał mu tytuł Człowieka Roku 2001! Gorąco polecam przestudiowanie wszystkich ich rocznicowych okładek! Ważny wkład w rozeznanie historii i polityki.

Będąc kolejny raz w Polsce, w roku 2014, „zawitał na V Kongres Regionów w Świdnicy, gdzie zdradził włodarzom polskich gmin i powiatów przepis na sukces.”[3] Znowu chwalono go za sprawną akcję ratunkową po zamachach na World Trade Center.

Muszę w tym miejscu przypomnieć urywek mojej książki, w której pisałem 12 lat temu:

„Kiedy we wrześniu 2001 roku upadały kolosy architektoniczne świata, na oczach milionów wyrastały kolosy nowe. Kreowane przez media na bohaterów – ikony amerykańskiej polityki. Za wszelką cenę niektórzy starali się zrobić, przy okazji tej tragedii, dodatkowy interes i zbić kapitał polityczny. Cóż za cyniczna przewrotność i obłuda. Wśród nich, prym wiódł niejaki Rudolph Giuliani, ówczesny burmistrz Nowego Jorku, którego okrzyknięto naczelnym bohaterem Ameryki. Pokazywany setki razy, na niezliczonych fotografiach i w migawkach telewizyjnych był wszędzie tam, gdzie półmrok tragedii rozświetlały błyski fleszów. Podstawowe zaplecze dla nowego, medialnego gwiazdora stanowili strażacy, policjanci i wolontariusze odgruzowujący teren Ground Zero. Z uwielbieniem fotografował się w ich otoczeniu, pozując na obrońcę swojego kraju. Jego wysiłek fizyczny był zrozumiały, bo jak pisałem w poprzedniej książce, lobby żydowskie namaściło go na kolejnego prezydenta USA. Było niemal pewne, że z takim poparciem wygra wybory w cuglach. Jednak życie lubi płatać figle, a wyborcy nie składają się tylko z bezmyślnych telewidzów. Nad głową niemal pewnego kandydata na najwyższy urząd w państwie zaczęły zbierać się czarne chmury. Najpierw pojawiły się informacje, że w swoich rozlicznych wojażach po kraju korzystał z samolotów jednego z najbogatszych ludzi na świecie, żydowskiego magnata kasyn – Sheldona Adelsona. Ten żydowski miliarder, posiadający kasyna w Las Vegas, zajmuje szóste miejsce na liście najbogatszych ludzi świata, trzecie w USA. Wspiera wydatnie Partię Republikanów i przeznacza ogromne środki na wzmacnianie ruchu żydowskiego w Ameryce. Szkole Hebrew Academy w Las Vegas podarował 25 milionów USD, kolejne 20 milionów USD przeznaczył na edukacyjny (?) program Birthright Israel. Takie rzeczy są w USA czymś zrozumiałym, ale za przeloty w czasie kampanii prezydenckiej kandydaci mają obowiązek płacić z własnych funduszy. A Giuliani już czuł się prezydentem… Potem przyszły kolejne kłopoty. I to poważne. Wyniesieni po 9/11 na najwyższy piedestał strażacy, prawdziwi bohaterowie tych dni, zaczęli rozumieć, że zostali perfidnie wykorzystani, a ich poświęcenie okazało się odskocznią dla politycznych hohsztaplerów, takich jak Giuliani. Związek Zawodowy Strażaków (Association Of Fire Fighters) wyprodukował film, w którym ukazuje prawdziwą twarz byłego burmistrza. Strażacy są przekonani, że wbrew obiegowej opinii, Giuliani nie tylko nie jest bohaterem, ale wręcz współsprawcą ich dramatów. Twierdzą, że z powodu jego zaniedbań, mieli na stanie niesprawne krótkofalówki, co uniemożliwiło wielu z nich we właściwym czasie, akcję odwrotu z budynków zarządzoną przez dowództwo. Zarzucili też Giulianiemu, że nie uświadomił 10 000 ludzi pracujących w rejonie Ground Zero, w tym wielu strażaków, o skażeniu powietrza. Na skutek tego, blisko 70 procent z nich zapadło na poważne choroby. Giuliani, odpierając zarzuty, mówił, że sam był na miejscu tragedii wielokrotnie. Jednak strażacy wyliczyli, że w odróżnieniu od nich, którzy spędzili tam po blisko 800 godzin, kandydat na prezydenta ma tych godzin na swym koncie niespełna 30. A i to, w charakterze przewodnika wycieczek zagranicznych. Giuliani zrozumiał, że ta kampania może zrujnować jego reputację do reszty i zrezygnował z walki o fotel w Białym Domu. Na pewno świeżo miał w pamięci porażkę kandydata z roku 2004, Johna Kerry’ego, który chełpił się w trakcie swojej kampanii, dokonaniami wojennymi w Wietnamie, a któremu dawni koledzy przypomnieli brak szczególnej odwagi na tym polu, co definitywnie pogrzebało jego marzenia o prezydenturze.”

Pisząc o jego decyzjach poprzedzających 9/11 odnotowałem:

„8 czerwca 1999 roku burmistrz Nowego Jorku, Rudolph Giuliani otworzył w budynku WTC 7 siedzibę miejskiego Sztabu Antykryzysowego (Newsday, 12/09/2001). Budowa tego obiektu umiejscowionego na 23 piętrze pochłonęła 13 milionów USD. Zbudowano go w celu koorrdynacji wszelkich działań ratowniczych w razie nagłych wypadków, jak huragany, powodzie czy zamachy terrorystyczne. Pomieszczenia sztabu, o powierzchni 4650 metrów kwadratowych zostały wzmocnione odpornymi na kule i bomby ścianami. Posiadały oddzielne, niezależne źródło powietrza i zbiornik wody. Wyposażone były w łóżka, prysznice i trzy generatory zasilające. Przystosowane były dla 30 osób. Jedno z pomieszczeń wyposażone było w monitory i sprzęt łączności zapewniający prowadzenie koordynacji konferencyjnej z policją i strażą pożarną. Personel obsługi był w nim obecny 24 godziny na dobę, gotów do działań (CNN, 07/06/1999). Obiekt ten był często krytykowany, mówiono o nim pobłażliwie „bunkier Rudy’ego” (Time, 31/12/2001). Najbardziej kontrowersyjnym elementem budowli był postawiony w nim zbiornik z ponad 20 000 litrów paliwa. Przedstawiciele straży pożarnej wielokrotnie przestrzegali przed ogromnym ryzykiem dla budynku i okolic wynikającym z takiej ilości zgromadzonego tam łatwopalnego materiału. Wydaje się, że ów zbiornik mógł odegrać poważną rolę w katastrofie WTC 7 (New York Times, 20/12/2001). 11 września Sztab Kryzysowy nie pojawił się w owym centrum dowodzenia!

Wspominałem o tym bohaterze w książce „Operacja Dwie Wieże”, pisząc o wieżowcach World Trade Center:

„Budynki były stare i nadawały się do renowacji lub wręcz rozbiórki. Koszt pozbycia się azbestu i innych materiałów niebezpiecznych opiewał na kwotę 200 milionów dolarów natomiast szacunkowa cena rozbiórki wahała się w okolicy 15 miliardów. Same rusztowania wyceniono na 2,4 miliarda (!) dolarów. Miasto miało wielki problem. A konkretnie - burmistrz Nowego Jorku - Rudolph Giuliani. Warto w tym miejscu nadmienić, że  wysłał on całą pozostałą po katastrofie stal z budynków WTC do Chin i Indii. Odbyło się to w tak wielkim pośpiechu, że nie zostawiono nawet próbek materiałów dla potrzeb dochodzenia. Jak donosiła  gazeta Beijing Youth Daily, firma Baosteel z Szanghaju, największa na tamtejszym rynku, kupiła 50 000 ton stali z terenu „Ground Zero” po 120 $ za tonę. Dziennikarze gazety twierdzili, że część resztek zostanie przetopiona na pamiątki po 9/11. Czy można przyjąć, że Rudolph Giuliani będący w przeszłości Prokuratorem Generalnym USA nie zdawał sobie sprawy z wagi próbek stopionej stali dla ewentualnego wykrycia przyczyn katastrofy?”

W roku 2016, który uważam za ważny dla tego, jak Polska przygotowywała się do „wielkiego resetu”, który dopiero miał nadejść (patrz – „Covidowe Jeże”, rozdz. Nowy Światowy nieRząd), Giuliani ponownie pojawił się w Polsce.  Wszystkie media odnotowały, że spotkał się z prezesem PiS. Nieliczne poinformowały, że Giuliani odwiedził Warszawę „z okazji rocznicy powstania działającej m.in. w Polsce kancelarii prawnej Greenberg Traurig”[4]. Firma otwarcie mówi o sobie, że „dzięki ponad 25-letniemu doświadczeniu w przeprowadzaniu największych i najistotniejszych transakcji i sporów, zdobyliśmy silną pozycję i przewagę nad innymi kancelariami prawnymi w Polsce”[5]. W folderze reklamowym twierdzi, że ma doświadczenie „w zakresie doradztwa na rzecz podmiotów działających w wielu sektorach, w tym między innymi bankowości i finansów, energetyki, górnictwa, technologii, mediów i telekomunikacji, przemysłu medycznego i ochrony zdrowia, nieruchomości, lotnictwa i produkcji. Do klientów kancelarii należą wiodące polskie i międzynarodowe instytucje i przedsiębiorstwa”. Notowana jest w pierwszej dwudziestce firm prawniczych na świecie. W Polsce, poza zainteresowanymi, zapewne niewiele osób w ogóle o niej słyszało. A wystarczy przyjrzeć się niektórym nagłówkom gazet, by dowiedzieć się, że doradzała takim wybitnie polskim klientom, jak OTB Ventures[6],  People Can Fly[7], HB Reavis Poland[8], czy funduszowi Abris CEE Mid-Market[9], który w listopadzie 2020 roku zawarł „z podmiotem należącym do LifeHealthcare Group przedwstępną umowę dotyczącą nabycia 100% akcji Scanmed SA. Ta ostatnia firma oferowała wówczas pełnoprofilową opiekę medyczną i działała w 42 lokalizacjach na terenie Polski[10].

Jednak, w maju roku 2018, Greenberg Traurig  rozstała się z Giulianim po jego kontrowersyjnej wypowiedzi dotyczącej dopuszczalności  opłacania adwersarzy swych klientów, podobnie jak miało to ponoć miejsce w przypadku sporu Donalda Trumpa z amerykańską aktorką pornograficzną Stormy Daniels, która przypomniała prezydentowi właśnie w 2018 roku o tym, że mieli mieć ze sobą 12 lat wcześniej bliskie relacje, a zapomniała o tym po otrzymaniu 130 000 USD. Tak to się plecie w biznesu świecie. Umęczy się człowiek na gruzach Manhattanu, nalata do Świdnicy, na Nowogrodzką, a wszystko się rypnie przez byłą striptizerkę.