Witamy na stronie, zaloguj się jeśli posiadasz konto lub zarejestruj się.
Aurora Nagłówek
"Musicie dużo czytać. By poznać prawdę. By dostrzec korzenie zła." - Abp Marcel Lefebvre
Piątek 9 grudnia 2022

STOP GLOBALIZACJI POLSKI!

2022-11-18

Pojawiają się ostatnio w naszym kraju inicjatywy, które sterników sceny politycznej z pewnością nie zaskakują, ale mogą wprowadzać pewien zamęt w głowach zwykłych ludzi, potencjalnych wyborców. Mam oczywiście na myśli takie przedsięwzięcia, jak „Stop ukrainizacji Polski” posła Grzegorza Brauna i „Stop amerykanizacji Polski” doktora Leszka Sykulskiego. Nie chcę w tym miejscu rozważać słuszności owych postulatów, każdy z nich bowiem wskazuje   zagrożenia dla przyszłości narodu i państwa polskiego, jakie mogą wynikać z nadmiernego ulegania powszechnej dziś, politycznej poprawności i w sposób oczywisty przemawiają do Polaków obawiających się o przyszłość własną, swoich dzieci, czy wnuków. Zaskakiwać może, co najwyżej, pewna niekonsekwencja w działaniu środowisk skupionych wokół tych idei, gdyby na to spojrzeć z szerszej perspektywy. Przeciętny wyborca mógłby wówczas odnieść wrażenie pewnego rodzaju schizofrenii i zapewne wielu doświadcza takiego właśnie uczucia. Pomijając jednak ten aspekt, chciałbym wskazać na to, że wspominane koncepcje, odwołujące się do obrony polskiego interesu narodowego, którego zresztą nikt z rządzących od ponad 30 lat nie potrafi zdefiniować i wynieść na sztandary, nie diagnozują rzeczywistego problemu, z którym mamy dziś do czynienia. O ile bowiem, proste w odbiorze i nie wymagające tłumaczeń z powodów historycznych, były w przeszłości  hasła typu „stop rusyfikacji Polski”, czy „stop germanizacji Polski”, z których to ostatnie wyrażone dodatkowo dobitnie w słowach Roty, o tyle teraz mamy problem poważniejszy. Szkoda przy tym, że chcąc go przedstawić, muszę sięgnąć właśnie do wypowiedzi niemieckiej działaczki politycznej zasiadającej w ławach Parlamentu Europejskiego, widocznie przedstawicieli naszego państwa mających nas tam reprezentować, nie stać na szczerość i odwagę. Tych przymiotów nie zabrakło pani Christine Anderson, reprezentującej na co dzień partię Alternatywa dla Niemiec. W Parlamencie zasiada od lipca 2019 r., nie wahała się już na początku r. 2022, by zdecydowanie poprzeć kanadyjski „Konwój Wolności”, a kilka dni temu wystąpiła na konferencji podsumowującej zeznania przedstawicielki firmy Pfizer, która przyznała, że spółka, którą reprezentuje, nie posiada żadnych badań potwierdzających skuteczność stręczonej nam od dwóch lat tzw. szczepionki. Christine Anderson odniosła się również do najnowszej inicjatywy Unii Europejskiej  (Action Plan) w sprawie C-19, na najbliższy sezon zimowy. To wystąpienie, zatytułowane „Wszystko było kłamstwem” można jeszcze odnaleźć w sieci, podobnie jak przemówienie dotyczące zarzutów wobec przewodniczącej Komisji UE, Ursuli von der Leyen, której mąż był osobiście zaangażowany w kontrakty szczepionkowe. Christine Anderson mówi wprost, że:                                             

„ludzie zostali okłamani. To było gigantyczne kłamstwo. I na tym kłamstwie opierało się wszystko, co rządy, zwłaszcza w zachodnich demokracjach, robiły, by naruszać prawa ludzi, by odebrać im wolność, zamknąć w domach, narzucając godziny policyjne. Ursula van der Leyen, przewodnicząca Komisji, znalazła się pod ogromną presją i słusznie. Obywatele mają prawo wiedzieć, co się działo w tych umowach, poznać zapisy wiadomości SMS, które wymieniała z dyrektorem generalnym Pfizera – (Albertem) Bourla. Ludzie muszą wiedzieć, kogo mogą pociągnąć do odpowiedzialności za to, co mogło się dziać za kulisami. Wszystko się zmienia. Ich domek z kart się rozpada i słusznie! I jeszcze jedno – dosyć mam nazywania mnie COV-idiotką! I wolę być COV-idiotką, niż GOV-idiotką. (nawiązanie do GOVernment – rząd – przyp. smk). Bo to właśnie im wszystkim ludzie ślepo zaufali. Zaufali ślepo swoim rządom. I powiem to jeszcze raz. Nigdy, przenigdy nie chodziło o zdrowie publiczne. Nigdy nie chodziło o przełamanie jakichkolwiek fal. Zawsze chodziło o łamanie ludzi. Ale - i to jest dobra wiadomość - nie udało im się. To nie zadziałało. I jestem z tego bardzo dumna. I jestem dumna z ludzi, których mam zaszczyt reprezentować i nadal będę to robić. Dziękuję bardzo”.

Anderson wyraziła to, co w sercach nosi wiele osób, które zrozumiały, iż zostały oszukane przez wybranych przez siebie ludzi. Przez rządy, które miały reprezentować ich interesy. Zaufali, przede wszystkim dlatego, że swe przekonania opierali na zasadach demokratycznych, o których przecież słyszymy od kilku już dekad, w ciągu których wprowadzano nam kolejne Dni Ziemi, Karty Ziemi, Agendę 21, Agendę 2030. Zrównoważony rozwój, obawy o przeludnienie planety, rzekome globalne ocieplenie.

Nawoływanie do powstrzymywania zagrożeń płynących dla nas ze strony poszczególnych państw, czy tych bliskich, czy odległych geograficznie, jest bezproduktywne. Skoro nie potrafiliśmy się uchronić przed wciągnięciem w federalną strukturę unijną i nabraliśmy się na „Europę Ojczyzn”, której poszczególne rządy podpisały w naszym imieniu, czego musimy mieć świadomość, zgodę na udział w tym eksperymencie, jest to naiwność grożąca biologicznym wyniszczeniem narodu.

Jeden z twórców obowiązującej dziś Agendy 21 – Maurice Strong, powiedział opisując jej powstanie, już w 2001 r.:

„ (…) a potem były negocjacje tego, co nazywamy Agendą 21, Agendą dla XXI wieku, która była żmudnie negocjowana, każde jej słowo, negocjowane przez rządy. Oczywiście, nie czyni to z niej wielkiej literatury, ale daje jej pewien stopień politycznego autorytetu”.[1]

Cynizm kłóci się w tej wypowiedzi o pierwszeństwo z arogancją, ale jeśli spojrzeć na to zimno, a tak powinno się traktować politykę, to nie sposób odmówić temu stwierdzeniu pewnej logiki.

Dlatego, jedyna agenda która może nas uratować od największej, dziejowej tragedii, i którą proponuję dla polskiego państwa i narodu winna zawierać się w haśle – Stop globalizacji Polski!

Sławomir M. Kozak, Warszawska Gazeta nr 46/2022