Witamy na stronie, zaloguj się jeśli posiadasz konto lub zarejestruj się.
Aurora Nagłówek
"Musicie dużo czytać. By poznać prawdę. By dostrzec korzenie zła." - Abp Marcel Lefebvre
Środa 6 lipca 2022

WIODĄCA ROLA PARTII

2022-06-03

Zadałem sobie właśnie pytanie, jak nam Polakom, minęło ostatnie dwudziestolecie? Rzeczą naturalną dla tropiciela dramatu 11 września 2001 r. w USA i wynikających z niego konsekwencji dla reszty świata, był powrót myślami do ówczesnej decyzji rządu polskiego nakazującej naszemu wojsku solidarne wsparcie sojuszników w walce z afgańskimi talibami. Dziś, mało kto już pamięta, że decyzję tę, na wniosek Rady Ministrów, podjął ówczesny prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski, co było  ponurym chichotem historii, zważywszy na jego polityczny rodowód, zrośnięty z wcześniejszym o dwie dekady, okupantem Afganistanu. W jej efekcie, od 2002 do 2021 r., jak podaje Wikipedia, „polski kontyngent wojskowy przywracał bezpieczeństwo i odbudowywał Afganistan”. A ja się wówczas obawiałem, że to była zła decyzja. To nie ja miałem jednak rację, skoro wszystkie kolejne rządy, wszelkich partii, przez dwie dziesiątki lat nie poddały jej w wątpliwość. Ani SLD, PSL, UP, Samoobrona, LPR, PO, ani nawet Prawo i Sprawiedliwość, nie zanegowały naszego udziału w wojnie niesprawiedliwej, bo jedyną prawą i sprawiedliwą, jak sądziłem, może być tylko wojna obronna. Małej byłem wiary w wiodącą rolę partii.

Wpadły mi oto w ręce zapiski, które czyniłem na gorąco, po konferencji z marca 2007 r., pt. „Bezpieczna i szczęśliwa rodzina”. To z kolei, zaledwie 15 lat temu.

„W ubiegłym tygodniu, miała w Polsce miejsce konferencja ogólnopolska, dotycząca rozwoju rodziny. W otwarciu udział brał Premier i Marszałek Sejmu. Premier otwierał konferencję mając za plecami tablicę z logo Prawa i Sprawiedliwości, przy którym widniał napis ‘Dotrzymujemy słowa’. Pod tym napisem pysznił się znaczek z napisem ‘Bezpieczna i szczęśliwa rodzina’.  Premier powiedział, że w naszym kraju, a przede wszystkim w Europie, trwa spór. Spór o rodzinę. Powiedział również, że chcemy podtrzymać rodzinę w jej tradycyjnych funkcjach. Bardzo mnie to ucieszyło, bo pomyślałem, że wreszcie zacznie się coś dziać w tej materii. Bo skoro Premier osobiście wypowiedział te słowa, to znaczy, że odwrotu nie ma.

W chwilę później jednak moja nadzieja wystawiona została na ciężką próbę, bo usłyszałem, że jest to kwestia rozwoju typu kultury, w którym żyjemy, a to mi zabrzmiało, jak wstęp do uchylenia małej furtki, po której przekroczeniu można będzie odrobinę zboczyć z głównej ścieżki. Bo przecież byłem przekonany, że określenie typu kultury, w którym żyjemy, mamy już od dawna za sobą. I są w nim zawarte zdecydowanie, i w sposób dogmatyczny, elementy jego rozwoju. Między innymi, właśnie poprzez wspieranie i rozwój rodziny. Starałem się zagłuszyć wątpliwości, bo pomyślałem, że Premier ma przecież prawo tłumaczyć wszystkim ‘ab ovo’ i wkrótce będzie już tylko lepiej.

Jednak po kilku zaledwie sekundach miałem się przekonać, że coś z tą furtką jest na rzeczy, dowiedziałem się bowiem, iż jest to kwestia trudna – państwo, władza ma na to wpływ dalece ograniczony.  Moja nadzieja i wiara w dobre chęci rządu legły z trzaskiem u mych stóp! Bo skoro władza ma na to wpływ ograniczony, to kto wesprze rodziny polskie? Może znowu wybór padnie na Kościół, ale przecież Kościół Polski miał, o czym zapewniano mnie i moich Rodaków, powołując się na autorytet Papieża Polaka, ewangelizować Europę po naszym do niej triumfalnym ‘wejściu’. Na razie w walce o dusze ‘Europejczyków’ prowadzi Francja, która już zasługuje na miano islamskiej awangardy w Europie. Jak więc nasz Kościół podoła? 

Ale - myślę sobie - może jeszcze nie wszystko stracone? Może Premier ma jakąś wskazówkę? I doczekałem się. Z ust szefa rządu usłyszałem deklarację, może nie tej wagi, co podpisywana właśnie w Berlinie, ale jednak deklarację. Premier powiedział: Chcemy aby polskie państwo, które dotąd tego nie czyniło, zaczęło prowadzić politykę prorodzinną, zaczęło czynnie podtrzymywać polską rodzinę, we wszystkich jej pozytywnych funkcjach, także tej (...) dotyczącej przekazywania życia i wychowania dzieci. Człowiek, okazuje się, uczy się do późnej starości. Byłem święcie dotąd przekonany, że przekazywanie życia i wychowanie dzieci są funkcjami dla rodziny podstawowymi. Okazuje się, że są zaledwie pozytywnymi. Nie dowiedziałem się, jakie są negatywne funkcje rodziny, bo w tej kwestii nie padło już ani jedno słowo. A szkoda ...

Że jakieś jednak są, to pewne, bo wkrótce smutek zadźwięczał w kolejnym zdaniu, a furteczka rozwarła się z hukiem na oścież, gdyż: podjęliśmy w tej sprawie wstępne decyzje, niełatwe, bo polityka prorodzinna musi być wpisana w realia, w realia życia państwa, także w realia ekonomiczne. Wkrótce Premier zakończył wystąpienie i oddalił się z konferencji dla innych, ważnych spraw. Myślę, że udał się pożegnać polski kontyngent odlatujący właśnie do Afganistanu lecz mogę się mylić, bo tamtej transmisji już nie miałem okazji obejrzeć. Wszystkie media podały, że w owej grupie są również żołnierze mający za sobą doświadczenie w innych misjach. To dobrze, to znaczy, że jakaś ich część wróci, jeśli oczywiście, obok wyszkolenia będzie im towarzyszyło szczęście. Czy będzie im towarzyszył Bóg? Tego nie wiem, dlatego piszę tylko o szczęściu. Bo jeśli kilku z nich zabraknie tego szczęścia, to parę rodzin trudno będzie podtrzymać (...) w jej tradycyjnych funkcjach. Bo dotrzymujemy słowa. Tylko komu? Szkoda, że polityka prorodzinna wpisana być musi w takie realia ekonomiczne, które każą żołnierzom Wojska Polskiego zabijać za pieniądze w obcym kraju. Lub, dać się dla nich zabić”.

Dziś, po zakończeniu misji afgańskiej, wiemy, że nie wróciło z niej do kraju 43 naszych żołnierzy, a 200 odniosło rany. Przypomnę też urywki polskiego tekstu, przygotowanego na uroczystość wspomnianej tu deklaracji berlińskiej (aktu unijnego z okazji 50. rocznicy podpisania traktatów rzymskich, ustanawiających Wspólnotę Europejską), którą zresztą skrytykował wówczas papież Benedykt XVI, za brak w niej odwołania do chrześcijaństwa.

„My, obywatele Unii Europejskiej, jesteśmy zjednoczeni – ku naszej radości (w oryginalnym, niemieckim języku dokumentu, słowo „radość” określono mianem „szczęścia” – przyp. smk). (…) W Unii Europejskiej urzeczywistniamy nasze wspólne ideały: centralnym punktem odniesienia dla naszych wartości jest człowiek. Jego godność jest nienaruszalna. Jego prawa są niezbywalne. (…) Pragniemy pokoju i wolności,  demokracji i praworządności, wzajemnego szacunku i wzajemnej odpowiedzialności, dobrobytu i bezpieczeństwa, tolerancji i zaangażowania, sprawiedliwości i solidarności. (…) Opowiadamy się za pokojowym rozwiązywaniem konfliktów na świecie, aby ludzie nie byli ofiarami wojen, terroryzmu i przemocy. Unia Europejska chce wspierać w świecie wolność i rozwój. Chcemy przeciwstawiać się biedzie, głodowi i chorobom. W działaniach tych pragniemy nadal odgrywać wiodącą rolę”.

Chyba nadal pozostałem człowiekiem małej wiary. Wątpię bowiem, czy udało się nam zrealizować cokolwiek z tego, co deklarowaliśmy. Może tyle tylko, że przez wszystkie lata, w kontekście innej z prezydenckich decyzji sprzed dwóch dekad, pozostajemy wierni pragnieniu odgrywania wiodącej roli.

Felieton ukazał się w 22 wydaniu Warszawskiej Gazety