SMRÓD LUKSUSOWYCH PERFUM
Niektóre media głównego nurtu w Polsce zaczęły nagle dostrzegać to, o czym te spoza niego wspominają od dawna, czyli o drugim dnie działań wojennych za naszą wschodnią granicą. Oto, zarówno Bussiness Insider, Gazeta Prawna, i kilka innych, piszą o tym, że „spółki z otoczenia Trumpa” będą zarabiały na ukraińskich złożach. Nawiasem mówiąc, dziennik Rzeczpospolita wykazał się najlepszym refleksem pisząc o takiej możliwości już w połowie ubiegłego roku, wkrótce po podpisaniu umowy o wydobyciu minerałów, którą oba państwa zawarły 30 kwietnia 2025. Swoistym poczuciem humoru wykazała się Wirtualna Polska tytułując swój materiał tezą, że na inwestycje w złoża litu przyjaciel prezydenta USA Ronald Lauder „dostał zgodę od Kijowa”. Zgrywusy.
Skoro tak wielu wybitnych żurnalistów rzuciło się do opisywania tego „fenomenu”, ja skoncentruję się na osobie głównego bohatera tych doniesień, człowieka na spotkania, z którym pędzili do Stanów Zjednoczonych chyba wszyscy dotychczasowi przywódcy III RP zaraz po swoich wygranych w prezydenckich wyborach. Nie zawsze informacje o tych mityngach pojawiały się w kalendarzu oficjalnym. Postać Ronalda Laudera przewijała się w moich publikacjach kilkakrotnie. W książce „TerraMar utopia elit” wspominałem, że w roku 1987, kiedy był ambasadorem USA w Austrii, pomógł uzyskać paszport saudyjski na fałszywe nazwisko człowiekowi, który stał się popularny wiele lat później. Był to Jeffrey Epstein. Ale, pisałem też o nim w wydanej już w roku 2011 książce „Czarny Wrzesień”, plasując go w grupie osób, bez których nie miał prawa powieść się 10 lat wcześniej tak zwany „Atak na Amerykę”.
„(…) to człowiek, którego nazwisko jest doskonale znane wszystkim paniom. Miliarder i właściciel Estee Lauder Cosmetics, firmy produkującej perfumy. Cóż ten „dżentelmen” może mieć wspólnego z naszym tematem? Otóż nie tak niewiele, jak mogłoby się wydawać. Był przewodniczącym komisji prywatyzacyjnej NY Governor George Pataki's. To właśnie Lauder wywierał ponoć główny nacisk na prywatyzację kompleksu WTC. Miał też swój udział w prywatyzacji niepozornej Bazy Powietrznej Stewart. Przypomnijmy, tej bazy, nad którą 11 września 2001 roku zbiegły się tory lotów „uprowadzonych” samolotów, mających rzekomo uderzyć właśnie w WTC. W Herzliya, w Izraelu, uruchomił szkołę dla Mosadu, pod nazwą Lauder School of Government Diplomacy and Strategy (Szkoła Dyplomacji Rządowej i Strategii imienia Laudera, tłum. smk). Lauder aktywnie uczestniczy między innymi w Jewish National Fund, World Jewish Congress, American Jewish Joint Distribution Committee i oczywiście ‘pokojowo’ walczącej z antysemityzmem, Anti-Defamation League. W czerwcu 2007 roku, został prezesem Światowego Kongresu Żydów.” A przecież założył też w kilkunastu miastach Europy szkoły, a w ławkach tej warszawskiej zasiadały latorośle premiera Morawieckiego.
Ale, ja tu nie chcę zajmować nikogo opowieściami o przeszłości, a tylko wskazać ciekawostki biznesowe, na których upublicznienie tubylczy pracownicy mediów chyba jeszcze nie dostali zielonego światła. Oto, jak już w grudniu ubiegłego roku podawała gazeta Arctic Today, opierając się na informacjach z „szeroko zakrojonego śledztwa przeprowadzonego przez duńską gazetę Politiken”, Lauder już dawno zaczął interesować się … Grenlandią. Według byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego USA Johna Boltona Ronald Lauder jako pierwszy podsunął Donaldowi Trumpowi pomysł „zakupu” Grenlandii, a po cichu nabył udziały w tamtejszych przedsiębiorstwach. Proponował nawet prezydentowi, że mógłby być pośrednikiem w rozmowach z Danią. Arctic Today przypomina, że pierwsze wzmianki obecnego prezydenta USA na temat tej „inwestycji” padły już w roku 2019, co wywołało wówczas dyplomatyczny konflikt. Powołując się na dziennikarskie śledztwo Politiken, platforma podaje, że Lauder jest członkiem Greenland Development Partners, konsorcjum inwestorów zarejestrowanego w amerykańskim stanie Delaware, które nabyło udziały w Greenland Investment Group. Ta ostatnia wyraziła zainteresowanie udziałem w przetargu na realizację dużego projektu hydroenergetycznego nad jeziorem Tasersiaq, największym jeziorem Grenlandii. Projekt ma stanowić źródło energii dla przyszłej huty aluminium. Na jej czele stoi Josette Sheeran, była zastępca sekretarza stanu USA pod rządami Condoleezzy Rice oraz była szefowa Światowego Programu Żywnościowego ONZ. Jak podaje Arctic Today „zaangażowanie Laudera po raz pierwszy stało się widoczne dzięki Greenland Water Bank, mniejszej firmie, w której on i grupa inwestorów również nabyli udziały. Firma ta butelkuje wodę ze źródła Lyngmark w Qeqertarsuaq na wyspie Disko i sprzedaje ją lokalnie pod marką Imivik”. A przecież to zaledwie wierzchołek góry (nomen omen) lodowej. Przypomnę przy tej okazji, że Condoleezie Rice poświęciłem wiele miejsca w książkach „Operacja Dwie Wieże” i „Oko Cyklopa”.
Według jednego z grenlandzkich wspólników Ronalda Laudera, tamtejsza woda jest najlepszą na świecie, a „Lauder i jego współpracownicy z grupy inwestorów bardzo dobrze rozumieją rynek dóbr luksusowych i mają do niego dostęp”. Niemniej, analitycy, „z którymi rozmawiał Politiken, twierdzą, że trudno postrzegać inwestycje Laudera jako czysto komercyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego historię z Trumpem i rolę, jaką odegrał w promowaniu idei kontroli Stanów Zjednoczonych nad Grenlandią”.
W swym artykule Elias Thorsson pisze też, że partnerzy Laudera z Grenlandii mają szerokie kontakty. Jeden z nich, Sven Hardenberg jest byłym wysokim urzędnikiem państwowym i dyrektorem wykonawczym w sektorze energetycznym, natomiast Wæver Johansen jest byłym ministrem, a obecnie przewodniczącym rządzącej partii Siumut w Nuuk. Jego żona, Vivian Motzfeldt, minister spraw zagranicznych Grenlandii, wcześniej zasiadała w zarządzie Greenland Water Bank.
Eksperci są zgodni w swych obawach dotyczących tego inwestora.
„Istnieją powody, by zachować czujność” – powiedział Rasmus Sinding Søndergaard z Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych. „Zwłaszcza gdy w grę wchodzi ktoś taki jak Ronald Lauder”. Marc Jacobsen, badacz geopolityki Arktyki z Duńskiej Akademii Obrony, zgodził się z tą opinią. „Byłoby szaleństwem być naiwnym w tej sytuacji” – powiedział Jacobsen. „To ewidentnie strategiczna inwestycja z jego strony”.
Tymczasem, w wydaniu z 17 stycznia br. Associated Press pisze, że Trump twierdzi, iż może obłożyć cłami te kraje, które będą się sprzeciwiały objęciem Grenlandii kontrolą przez USA. Miejmy nadzieję, że rząd w Polsce jednak zrozumie swoje miejsce w świecie i choć raz zachowa powściągliwość w angażowaniu nas w gry, na które nie mamy wpływu. Bo, cokolwiek wydarzy się w tej sprawie w pozornie odległej Grenlandii, ma szansę rozlać się na całą Europę i dotrzeć do naszego umęczonego już dostatecznie kraju. I nie będzie to miły zapach luksusowych perfum…
Sławomir M. Kozak
jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się - https://buycoffee.to/s.m.kozak