Fragmenty książki "Demony zagłady"


"Już ponad 40 weteranów służb wywiadowczych i agencji zwalczających terroryzm skrytykowało oficjalne wyjaśnienia wydarzeń z 11 września. Żądają wznowienia dochodzenia w tej sprawie. Jest oburzającym fakt, że większość amerykańskich obywateli nie wie o ich publicznie wypowiadanych wątpliwościach. Zapewne jest to wynik przemilczania ich przez największe redakcje i stacje telewizyjne. A przecież nikt nie podważa zaufania do nich, ani też ich lojalności do kraju, któremu służyli przez lata, działając w służbach zbierających i analizujących informacje oraz organizując i wykonując operacje szczególne dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Ci ludzie pracowali przez całe lata w Departamencie Stanu, Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, CIA, FBI, FAA (Federalnej Administracji Lotnictwa Cywilnego), Agencji Celnej i Obrony Granic oraz w różnych strukturach wojskowych. (...)

Głos tych wszystkich ludzi to głos Narodu. Głos jego sumienia. Oni i im podobni składali wiele razy za tę swoją Amerykę daninę krwi i poświęceń. W ciągu swej krótkiej, ale burzliwej historii, Ameryka zawsze mogła na nich liczyć. Dziś ich spadkobiercy chcą samooczyszczenia Ameryki. Czekają na katharsis i domagają się jej coraz głośniej. Świat zaczyna słyszeć ten głos. To krzyk najlepszych jej synów, krzyk weteranów…"


"Byłem przekonany, że z czasem zaczną pojawiać się nowe dowody na to, iż cała ta opowieść rządowa jest jedną wielką fikcją. I oto wiosną 2009 roku wpadł w moje ręce zapis rozmowy, jaką 11 września 2001 roku przeprowadzili ze sobą pracownicy FAA. Może nikt wcześniej nie sądził, że będzie ona miała jakiekolwiek znaczenie, że ktoś w ogóle się nad nią pochyli. Prawdopodobnie tak bardzo zaangażowano się w zacieranie wszelkich śladów łączności radiowych, że o rozmowach telefonicznych prowadzonych w obrębie jednej instytucji zapomniano. Przestępcy zawsze pozostawiają jakiś ślad. I tylko kwestią czasu jest ich odnalezienie. (...)

Ktoś w UAL 93 włączył transponder o 10:05, dwie minuty po tym, kiedy samolot rzekomo rozbił się w Shanksville! Transponder wskazywał wysokość 8 200 stóp, Boeing zmierzał na południowy wschód. Minutę później zobrazowanie samolotu zniknęło. Była 10:06. Pozycja samolotu została określona precyzyjnie: 39?51’N 78?46’W. Punkt ten znajduje się 13 mil na południowy wschód od miejsca, w którym samolot podobno spadł."


"Niedawno, duński naukowiec Niels Harrit przedstawił wyniki swoich prac. Wspólnie z ośmioma kolegami z Wydziału Chemii Uniwersytetu w Kopenhadze, przez 18 miesięcy badał cztery próbki sproszkowanych resztek z WTC. Pierwszą próbkę pobrał mieszkaniec Manhattanu, dziesięć minut po upadku drugiej wieży. Dwie kolejne następnego dnia, a ostatnią po tygodniu od wypadków. Podczas badań wykorzystywano między innymi, mikroskop optyczny oraz elektronowy, spektoskrop rentgenowski i różnicowy kalorymetr skaningowy. Grupa naukowców doszła do jednoznacznej konkluzji. W proszku potwierdzono obecność cząstek nanotermitu."


"Intrepid oznacza po angielsku - nieustraszony, dzielny. Taką właśnie nazwę przez wiele lat dumnie obnosił po morzach i oceanach świata amerykański lotniskowiec klasy Essex. Swoją służbę rozpoczął 26 kwietnia 1943 roku. Wkrótce walczył na Pacyfiku z flotą japońską, wspierał też desant na Wyspy Marshalla. Brał udział w bitwie morskiej o Leyte, a jego samoloty pokładowe przyczyniły się do zatopienia pancernika „Musashi” oraz uszkodzenia pancerników „Yamato” i „Nagato”. Okręt brał również udział w desancie na Okinawę. Po wojnie pływał w składzie VI Floty Atlantyku. Pojawił się również w Zatoce Tonkińskiej. Swą obecność na kartach historii zaznaczył także w działaniach pokojowych. W ramach Projektu Mercury, śmigłowiec z lotniskowca „Intrepid” podjął z oceanu astronautę Scott’a Carpenter’a, po wodowaniu kapsuły Aurora 7. Podobnymi akcjami utrwalił się w dziejach pierwszych misji kosmicznych Gemini i Gemini 3. Okręt uczestniczył też w badaniach nad wpływem wiatru na operacje lotnicze na lotniskowcach. Udowodniły one, że podejścia do lądowania nie muszą być przeprowadzane, kiedy okręt ustawiony jest „pod wiatr”, mało tego – mogą się odbywać nawet w pozycji „z wiatrem”. Lotniskowiec wycofano ze służby 15 marca 1974 roku, a od roku 1982 cumuje w charakterze muzeum (Sea-Air-Space Museum) u wybrzeży Nowego Jorku. Używany jest także, jako centrum ratownictwa władz miejskich i federalnych, a po atakach z 11 września 2001 roku służył, jako centrum operacyjne FBI. W latach 2006 – 2008 przeszedł gruntowną renowację w dokach Bayonne i Staten Island, by w październiku 2008 roku wrócił na wody rzeki Hudson. Uroczyste otwarcie muzeum odbyło się 8 listopada 2008 roku. Wydawać by się mogło, że przy burtach okrętu nie pojawi się już nigdy więcej, żaden samolot. Stało się jednak inaczej...

Już dziewięć tygodni później, w połowie stycznia 2009 roku, w bezpośrednim sąsiedztwie emerytowanego lotniskowca, miał miejsce niebywały wyczyn lotniczy. Airbus 320, linii US Airways, ze 155 osobami na pokładzie, wodował na rzece Hudson."


"9 października 2001 roku, firma Cubic Defense Systems, Inc., złożyła w amerykańskim Urzędzie Patentowym wniosek na prawa do systemu pozwalającego całkowicie przejąć kontrolę nad statkiem powietrznym w przypadku zagrożenia i umożliwić zmianę jego trasy oraz miejsca lądowania. Nie odczekali zbyt długo po wypadkach 11 września. Spieszyli się, by ktoś ich nie ubiegł, a przed 9/11 wyjść z takim pomysłem nie wypadało. W założeniu pomysłodawców, miał on być uaktywniany samoczynnie w przypadku wprowadzenia przez załogę kodu transpondera oznaczającego uprowadzenie."


"Kim trzeba być, by doprowadzić do takiej zbrodni i móc kłaść się spokojnie spać? Jak można nie widzieć tysięcy dramatów, jakie stały się udziałem wdów, wdowców i sierot? Jak można wychowywać własne dzieci, po tym wszystkim co zrobiło się innym, przytulać je i zapewniać o miłości? Ci ludzie nie zasługują nie tylko na rządzenie jakąkolwiek grupą, ale powinni zostać odizolowani od reszty świata. Tak, jak w leczeniu nowotworów wycina się chore tkanki, by ograniczyć przerzuty. I wcale mi tych słów nie wstyd. Bo te kreatury za nic mają resztę świata, własną ojczyznę, jej dobro, innych ludzi, ich życie i nadzieje. Jakże bliska jest tu analogia do tego, co otacza i nas każdego dnia. A skoro sterników dzisiejszej polityki w Polsce, Europie i Ameryce dzielą tysiące kilometrów, język, wychowanie, historia, to co ich łączy? Co każe im zmierzać po tej samej równi pochyłej, bez szacunku dla innych, dla całej naszej planety? Muszą mieć przecież jakiś wspólny mianownik. I mają. Jest nim lucyferyczna nienawiść do Boga, a co za tym idzie, również do innych ludzi. Niosą nam wszystkim zagładę. Ona przyjdzie nieoczekiwanie, bo mimo zewsząd docierających o niej sygnałach, ciągle nie potrafimy ich dostrzec. A są one przecież wyraźne i widoczne. Czy może już udało im się uśpić naszą czujność?"


"Określenie Gułag zaczęło być szerzej stosowane i rozumiane za sprawą głośnej książki Aleksandra Sołżenicyna pod tytułem „Archipelag GUŁag”. Odnosiło się do systemu obozów pracy przymusowej w Związku Sowieckim, do których zsyłano zarówno pospolitych przestępców kryminalnych, jak i ogromną rzeszę osób politycznie niewygodnych.

Zaczątkiem dla całej sieci obozów pracy niewolniczej stał się już w roku 1923, tak zwany obóz szczególnego przeznaczenia, znany pod nazwą Sołowki, założony na wyspach Sołowieckich. Później tych miejsc szczególnych przybywało. Powstał obóz Wiszerski, Kazachstański, Północny, Dalekowschodni, Syberyjski i Środkowo-Azjatycki. Bardzo szybko potoczne określenie Gułag, stało się symbolem aparatu powszechnego terroru, synonimem całego Związku Sowieckiego.

Pokazywany w amerykańskich filmach, odkrywany w książkach wydawanych tylko „na zachodzie” stał się synonimem zniewolenia i swego rodzaju niesławną wizytówką największego państwa „demokracji ludowej”. Gdyby w latach 80. ktokolwiek powiedział, że o gułagach będzie można całkiem niedługo mówić i pisać otwarcie w Polsce i innych państwach obozu (nomen omen) socjalistycznego, niewielu ludzi zdołałoby w to uwierzyć.

Zapewne jednak nikt nie uwierzyłby w to, że główny orędownik wolności i demokracji, państwo zwalczające Związek Sowiecki na każdym odcinku - Stany Zjednoczone Ameryki - zbudują w przeciągu zaledwie dwóch dekad, swój własny Gułag."


"NSA ma swoją siedzibę w Fort Meade, w stanie Maryland. Fort George G. Meade, bo taką ma pełną nazwę, leży w połowie drogi pomiędzy Baltimore i Waszyngtonem. Położony jest niedaleko Laurel, a od 1952 roku był siedzibą AFSA. Jeszcze w czasach II Wojny Światowej centrum kryptoanalityczne zlokalizowane było w Waszyngtonie, jednak wraz z rozpoczęciem tak zwanej zimnej wojny, zorientowano się, że ewentualny atak na stolicę może zniszczyć całkowicie tę siedzibę. Postanowiono ją przenieść w bezpieczniejsze miejsce. Początkowo wybór padł na Fort Knox, jednak większość z pięciu tysięcy dotychczasowych pracowników biura nie chciała przenosić się aż tak daleko. Podjęto więc decyzję o szukaniu nowej lokalizacji, w pobliżu Waszyngtonu. Do wyboru przedstawiono Biuro Laboratorium Dróg Publicznych w Langley, w stanie Wirginia i właśnie Fort Meade. Ostatecznie zdecydowano się na ten drugi obiekt, pierwszy oddając we władanie CIA.

Fort Meade istniejący już od roku 1917, nazwany był imieniem bohatera spod Gettysburga, generała George’a Gordona Meade’a. W czasie I Wojny Światowej przeszkolono w nim sto tysięcy żołnierzy, wysłanych następnie na front europejski. Podobnie było w czasach II Wojny Światowej, kiedy Fort pełnił funkcje szkoleniowe. W 1952 roku, kiedy podjęto decyzję o rozbudowie obiektu dla potrzeb Agencji, projekt utajniono i opatrzono kryptonimem „K”. Wkrótce, na podstawie tajnej dyrektywy prezydenckiej, powołano do życia NSA, która zajęła zaadaptowany dla jej potrzeb Fort. Ośrodek Agencji zajmuje powierzchnię 260 hektarów, a sam parking samochodowy posiada prawie 30 tysięcy stanowisk. Wybudowano zresztą dla niego specjalny łącznik z autostradą, wyłącznie dla pracowników firmy, która jest największym pracodawcą w stanie Maryland. Ocenia się, że na całym świecie pracuje dla Agencji ponad sto tysięcy osób. O tym, że Fort jest siedzibą NSA świat dowiedział się dopiero w roku 1995."


"Według najnowszych badań biblistów i astronomów, Gwiazda Betlejemska zwiastująca narodziny Jezusa, pojawiła się na niebie 3 lata przed Jego nadejściem. Określono nawet dokładny czas, w jakim nastąpiło to zjawisko. Miało to miejsce między godziną 18:15, a 19:49. A wszystko to działo się podobno 11 września, według obowiązującego współcześnie kalendarza.

Jest to pierwsza wzmianka w historii mówiąca o dniu, który z zadziwiającą częstotliwością odciskał przez wiele stuleci piętno na losach wielu narodów. (...)

Już od czasów starożytnych jedenastka kojarzona jest z tajemnicą i wielką mocą. Odnajdujemy jej wagę w numerologii, starożytnej Gematrii i tajemniczej Kabale.

Numerologia jest prognozowaniem z liczb i opiera się na przekonaniu, że numer związany z danym przedmiotem, czy osobą determinuje ich los. Głównym elementem numerologii jest sumowanie cyfr występujących w danej liczbie, do chwili kiedy uzyska się jedną cyfrę. Ona określa cechy osobowości.

Gematria jest z kolei systemem numerologii opartym na alfabecie hebrajskim. Wśród wielu jej odmian najbardziej znane są dwie: objawiona i mistyczna.

Pierwsza bazuje na przekształcaniu słów na liczby, poprzez przypisanie ich do liter alfabetu. Druga polega na rozpoznawaniu związków pomiędzy sefirami i literami alfabetu.

Kabała, to mistyczno-filozoficzna szkoła judaizmu, mająca wpływ na wielu filozofów w historii. To z jej nauk wywodzą się takie ruchy, jak chasydyzm i syjonizm. Różne jej odmiany przypisywały poszczególnym literom i słowom ukryte znaczenie. Kabaliści odczytywali z nich przepowiednie."


"Po 11 września 2001 roku powszechnym stało się określenie „gry wojenne” w odniesieniu do wojskowych ćwiczeń, jakie tego szczególnego dnia miały miejsce w całych Stanach Zjednoczonych, na niespotykaną zresztą dotąd skalę.

Nigdy wcześniej nie używano tego określenia, a wszelkie manewry nazywano po prostu „ćwiczeniami” (drills). Dlaczego więc nagle zmienił się ten stan rzeczy? W przyrodzie nic nie dzieje się bez powodu. Jeśli zaczęto nagle mówić o „grach wojennych”, oznacza to, iż komuś zależało, by naród przyzwyczaić do niosącego tragiczne przesłanie wyrazu, jakim jest wojna. Wojnę wypowiedziano zresztą wkrótce Irakowi i Afganistanowi. O kolejnych mówi się coraz częściej."


"Na pokładzie AAL 77 było 59 osób. W tym 6 osób załogi. Tych zaangażowanych w rządowe projekty obronne znalazło się tam aż 21. Wśród nich było 18 pracowników najwyższego szczebla – dyrektorów i menadżerów. Ludzi z wojskowym doświadczeniem – 10. Z tego 7 z Marynarki. Dowódców – 5. 30 mężczyzn, 24 kobiety i 5 dzieci. Władze twierdzą, że oprócz tych ludzi, w samolocie było też 5 porywaczy.

Czy całkowitym przypadkiem może być fakt, że większość spośród tych osób pracowała dla wojska, w tym Marynarki? A AAL 77 miał uderzyć w tę część Pentagonu, która należała do dowództwa tych właśnie sił zbrojnych.

Dlaczego, skoro tylu wśród nich było oficerów, żaden nie ruszył do walki, jeśli do ataku poszli ponoć cywilni pasażerowie rejsu UAL 93?

Czy prawdopodobne jest, że poza jednym wyjątkiem, zdołano zidentyfikować szczątki wszystkich pasażerów tego samolotu, skoro nie odnaleziono resztek samej maszyny? Jak było to możliwe, skoro na żadnych zdjęciach z miejsca wypadku (pierścień „C”) nie widać najmniejszych śladów tych szczątków, a nawet krwi? Jak możliwe było zidentyfikowanie ofiar na podstawie odcisków palców, skoro cały samolot „wyparował” z powodu ogromnej temperatury?"






Aktualności


11 września, w księgarni eClicto ukaże się elektroniczne wydanie książki "Demony Zagłady"!

(22.08.2010)

Już od 11 września będzie można nabyć elektroniczne wydanie książki "Demony Zagłady"...
czytaj całość >


Galeria zdjęć



Polecamy


Amerykański protest song "What would you do?" w wykonaniu Paris.

Pilots for 9/11 Truth