Witamy na stronie, zaloguj się jeśli posiadasz konto lub zarejestruj się.
Aurora Nagłówek
"Musicie dużo czytać. By poznać prawdę. By dostrzec korzenie zła." - Abp Marcel Lefebvre
Środa 28 czerwca 2017
Prawicowe dzieci czyli blef IV RP

Prawicowe dzieci czyli blef IV RP

Leszek Misiak
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka
Wydanie: język polski
Ilość stron: 288
ISBN: 978-83-936976-0-1
Rodzaj: Książki
Nr kat. K018
Dostępność: Wysyłka w ciągu 24 h
40.00 PLN
Ilość zamówienia:
Dostępna również w formie:

(...) Ta książka jest potrzebna dla czystości zdrowia publicznego w Polsce. Jest to na pewno książka aż do bólu szczera, bez znieczulenia, bo to świadectwo kogoś, kto był blisko nich. Będzie to prawda trudna do zaakceptowania nie tylko przez opisanych antagonistów, ale także wielu uczciwych Polaków-narodowców i niektórych pasterzy Kościoła. Niełatwo przyznać we własnym sumieniu, że byliśmy, jesteśmy, ofiarami maskarady, że daliśmy się omamić rzekomo prawicowym „autorytetom”.

(...) Jest to książka bez umizgów politycznych wobec jakiejkolwiek partii, bez zamiaru przypodobania się tej czy innej grupie politycznej, społecznej (...) To prosty przekaz, w którym nie będzie dwulicowości, co najwyżej ułomność spowodowana wadliwym w jakichś kwestiach postrzeganiem pewnych spraw przez autora.

SŁOWO WSTĘPNE OD WYDAWCY 
WSTĘP 

NIEPOKORNI – GRUPA TRZYMAJĄCA PRAWDĘ 
niepokorni agenci i agentki 
niepokorni propagandyści 
targowisko próżności 
komisja autorytetów 
trotylowe oszustwo 
obłudnicy salonu IV RP 
roninowa kuźnia kadr 

SAMI SWOI 
skok na "Gazetę Polską" 
od żałoby do biznesu 

NOWY HIT BIZNESOWY: PATRIOTYZM 
wszystko jest pieniądzem 
reklama dźwignią handlu 
filantropi 
na celowniku Ojciec Rydzyk 

KREOWANIE OPOZYCJI – CZYLI JAK UTRZYMAĆ CIĄGŁOŚĆ WŁADZY 
początki: pieniądze z Paryża, majątek z Warszawy 
fałsz okrągłostołowców 
ochroniono agenturę, pokrzywdzeni "zniknęli" 
kurs euroatlantycki - bez Matki Boskiej 
zastrzeżone akta rezydentury paryskiej 
wysyp "kuźni" kadr 
pieniądze z Mossadu 
katolicyzm deklaratywny 
patriotyzm deklaratywny 
miary poświęcenia 
gra na kilku fortepianach 
ile jest opozycji w opozycji 

PARYŻANIE I LONDYŃCZYCY 
środowiskowa osmoza 
KOR-owcy z loży "Kopernik" 
B”NAI B”RITH, TV TRWAM i rusofobia 
teatr wolnomularzy 
„wysyp” lóż zaczął się po okrągłym stole 
krajobraz po Magdalence 

NIE KŁANIAĆ SIĘ KARMAZYNOM 
ZAKOŃCZENIE 

"Chcę pokazać, że określenie III RP to wróg zastępczy, oddające tylko część prawdy o rzeczywistości po 1989 r. Ma to na celu kanalizowanie negatywnych emocji społeczeństwa, rozczarowanego zmianami po 25 latach od tzw. wolnych wyborów, na grupie związanej z opcją okrągłostołową bliższą lewicowcom i liberałom, a oddalanie tych emocji od opcji okrągłostołowej określającej się jako prawicowa, w rzeczywistości chodzi o zdobycie przez nią przychylności i zaufania środowisk patriotyczno-niepodległościowych. Winny wszelkiemu złu po 1989 r. musi być - wymyślono mu nazwę III RP. Tymczasem IV RP to po prostu inna odsłona okrągłostołowa mająca ułatwić trwanie systemu władzy niszczącego Polskę od 1989 r., poprzez zdobywanie zaufania „niezadowolonych”, a nawet, gdyby utożsamiana jako III RP, straciła zaufanie społeczne, przejęcie władzy przez ludzi tzw. IV RP."

"Lustracja majątkowa powiedziałaby prawdę o wielu tuzach dzisiejszego polskiego dziennikarstwa. Powiedziałaby też wiele o jego dzisiejszej kondycji. Ale przede wszystkim byłoby to uczciwe wobec innych grup zawodowych i całego państwa. Dziennikarze zawsze domagają się od innych pełnej transparentności, jednak sami takimi wcale nie chcą być."

"Dziś to oni – salon IV RP czyli „grupa trzymająca prawdę” na prawicy, ustalają, kto jest uczciwy, kto nie, kto jest patriotą, kto zdrajcą. Jednoczenie sami nie czują się zobowiązani do przestrzegania zasad etyczno-moralnych. Prawa strona salonu stosuje rzec można bolszewickie metody: kto nie z nami – a my to ustalany - jest przeciwko nam. Ja nie chcę dokładać prawicy, ale odbrązowić ją, bo to wkurza bardziej niż zepsucie lewej i liberalnej strony. Temu środowisku czyli „niepokornym” i od „wolnego słowa” potrzebne są zbiorowe rekolekcje, najlepiej w zakonie zamkniętym, bo to jedna z najbardziej zdemoralizowanych grup społecznych Polsce. Ich dziennikarstwo toczy gangrena megalomanii, próżności, rozbujałych ego, przekonania o własnej wybitności. Tak jest w systemach totalitarnych, że pismacy są traktowani niemal jak święte krowy i autorytety, a jesteśmy tylko zwykłymi wyrobnikami."

"Musimy mieć świadomość, że część „niepokornych” to nie są giganty intelektu. To są samozwańczy mądrale, wylansowani przez swoich. Prowadzenie jakiegoś programu w telewizji, czy udział w nim, napisanie felietonu, jest to oczywiście pewna zręczność i błyskotliwość, ale to jeszcze nie powód, by okrzyczeć kogoś autorytetem moralnym, podobnie jak znany aktor nie jest z tej racji autorytetem społecznym czy moralnym. To owszem, wygadani ludzie, ale wygadanych ludzi, którzy potrafią przekazać swoje myśli, a przy tym inteligentnych, jest mnóstwo, doskonale ukazała to blogosfera. Oni czyli dziennikarze salonu IV RP już nie chcą być dziennikarzami, czują się przede wszystkim celebrytami."

"Gdy w październiku 2006 r. rozpocząłem pracę w redakcji „Gazety Polskiej”, byłem zachwycony atmosferą i warunkami pracy, odróżniającymi tą redakcję od wielu innych na naszym rynku, których właścicielami są w większości koncerny niemieckie. U wydawców niemieckich trzeba przesiadywać w redakcjach godzinami jak biurze, co w przypadku pracy dziennikarskiej, nie redaktorskiej, jest założeniem bezsensownym. Dziennikarz ma zbierać materiały „na mieście” czyli odbywać spotkania z informatorami i bohaterami przyszłych tekstów i pisać na podstawie tego informacje, artykuły. Dziennikarstwo zza biurka nie ma sensu. Wiadomo, że największą wartością dziennikarza są tzw. kontakty, czyli całe rzesze poznawanych ludzi, specjalistów, mających dostęp do wiedzy, która pozwala na ujawnianie ważnych, czy ciekawych z punktu widzenia społecznego, państwowego, informacji. Siedząc za biurkiem dziennikarz kontaktów z takimi ludźmi i co najważniejsze ich zaufania nie zdobędzie. W „Gazecie Polskiej” nikt nie wymagał przesiadywania, ważne było, by dziennikarz oddawał ciekawe materiały. To sprawiało, że czułem się w redakcji „Gazety Polskiej” dobrze. Niestety, było to odczucie subiektywne. Wstyd przyznać, że będąc bądź co bądź człowiekiem przed 60-tką, zaufałem zarówno Tomkowi Sakiewiczowi jak Katarzynie Hejke. Miałem wrażenie, że pracuję w redakcji, której linia jest całkowicie tożsama z moją, czyli patriotyczno-narodowo-katolicką. Tak rzeczywiście myślałem, czułem, bo też takie wrażenie wokół siebie Sakiewicz tworzył, ale nie dostrzegałem, że obszar, na którym, jak sądziłem, rozumiemy się, jest w dużej mierze dla nich obszarem deklarowanych, nie zaś praktykowanych, wartości. Nie dostrzegałem wówczas, że istnieje drugie dno. I to wszystko było, co trafnie zdefiniował potem mój kolega, znany prawicowy dziennikarz, który zniesmaczony odszedł z „GP”, „podlewane sosem patriotycznym”. Czy była to z mojej strony naiwność, czy nazbyt duża wiara w ludzi? Chyba jedno i drugie. Przyznaję – dałem się zwieść."

Dostawa kurierem. Czas dostawy do 3 dni. 20 zł
Poczta Polska, przesyłka polecona 5 zł