TAJEMNICE GRENLANDII
Jak pisałem w książce „Przewodnik po piekle”, wydanej w roku 2025, „nie milkną echa niedawnej wypowiedzi Donalda Trumpa o planach ‘zaopiekowania się’ Kanałem Panamskim i chęci zakupu Grenlandii, traktowanych z początku przez wielu z przymrużeniem oka, a chciałbym przypomnieć, że już w połowie ubiegłego roku pochylałem się nad tym zagadnieniem w jednym z felietonów. Wyrażałem wówczas swoje spostrzeżenia na temat dokonującego się na naszych oczach przebiegunowania świata w odniesieniu do postępującej zmiany kierunków przepływu węglowodorów i transportu dóbr wszelkich w ogóle. Oczywiście, wszystko to ma ścisły związek z konfliktami zbrojnymi, a w dużej mierze wręcz wojnami, toczonymi w kilku regionach naszego globu. W ciągu półrocza nie tylko nie ustały, ale rozlewają się na coraz większe obszary. W związku z tymi roszadami na geopolitycznej mapie świata, południowe trasy stają się coraz mniej opłacalne dla takich państw, jak Rosja czy Chiny. Z tego powodu, od dłuższego już czasu Rosja inwestuje w tzw. Północną Drogę Morską, wzdłuż rosyjskiego wybrzeża Arktyki. Rosjanie zapowiedzieli, że już w roku 2030 droga ta, która obecnie dostępna jest tylko dziewięć miesięcy w roku, będzie czynna dla ruchu między Atlantykiem i Pacyfikiem przez cały rok. Bardzo poważnie rozbudowują flotę lodołamaczy o napędzie atomowym, budują porty przeładunkowe i magazyny gazu. Taki szlak skróciłby transport między Azją i Europą o 30%, a liczba korzystających z niego statków byłaby wielokrotnie wyższa od pływających dziś przez Kanał Sueski. Projekt ten ma też ogromne znaczenie militarno-strategiczne. Arktyka, to obszar wokół Bieguna Północnego, który obejmuje zarówno Ocean Arktyczny, jak i najdalej na północ wysunięte tereny tzw. „Arktycznej Piątki”, czyli Rosji, Kanady, USA, Danii i Norwegii. Jak wskazuje analiza waszyngtońskiego Instytutu Arktyki ‘podczas, gdy Arktyka tradycyjnie charakteryzowała się dobrą współpracą i niewielkimi napięciami, sytuacja ta ulega zmianie. Raport amerykańskiego Congressional Research Service (CRS) na temat Arktyki dowodzi, że Arktyka jest coraz częściej postrzegana, jako obszar geopolitycznej rywalizacji między USA, Chinami i Rosją’.
W ostatnich dniach grudnia 2023 roku amerykański Departament Stanu poinformował, że Stany Zjednoczone zamierzają rozszerzyć zewnętrzne granice swojego szelfu kontynentalnego. Według Wikipedii, „szelf stanowi podwodne przedłużenie kontynentów i wyznacza granicę ich powierzchni, jak również przybliżoną granicę wpływu morza na kontynent”. Do sporu w tej sprawie doszło podczas sesji Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego – agendy ONZ zajmującej się zasobami w rejonie oceanów będących poza jurysdykcją państwową, która odbyła się w marcu 2024 roku, w Kingstone, na Jamajce. Rosyjski minister Spraw Zagranicznych wydał wtedy oświadczenie, według którego Rosja nie będzie uznawała powiększonych jednostronnie przez USA granic szelfu kontynentalnego, wbrew zasadom i procedurom ustalonym w 1982 r. przez Konwencję ONZ o prawie morza. Zmiany te nie tylko redukują znaczenie i wpływ Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego, ale też zwiększają obszar amerykańskiego stanu posiadania o milion kilometrów kwadratowych. Co zrozumiałe, decyzja taka nie pozostaje bez związku z północnym szlakiem oceanicznym. Powstało tym samym kolejne, bardzo niebezpieczne zarzewie konfliktu i to w zupełnie nie zauważanej przez media Arktyce. Należy też dodać, że od pewnego czasu Rosja i Chiny prowadzą zaawansowane rozmowy dotyczące perspektyw współpracy z krajami niearktycznymi z rozszerzonego składu BRICS dla określenia wspólnych interesów państw tego układu w zakresie logistyki w tym regionie, a co dla wielu osób może wydać się zaskakujące, programy polarne mają w swoim portfolio Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska i Iran.
Wspominałem też, że „pomysł zakupu terenów Grenlandii Trump formułował już podczas swojej poprzedniej kadencji, co nie trafiło wówczas na podatny, nomen omen, grunt. Obecnie sytuacja się zmienia, ponieważ grunt z wolna mięknie. Oczywiście, w znaczeniu ściśle politycznym, bo w sensie geologicznym ponad 80% jego powierzchni nadal pokrywa lód, a pod nim kryją się niezliczone bogactwa naturalne. Amerykańskie media sugerują, co prawda, że właśnie o te pokłady mineralne toczy się gra, choć jest to przecież w tym wszystkim, by użyć adekwatnego określenia, zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Grenlandia, do roku 1953 była duńską kolonią, jednak od tego czasu wiele się tam zmieniło. W roku 1979 duński parlament przyznał jej autonomię, a trzy lata później mieszkańcy tej największej na świecie wyspy opowiedzieli się w referendum za wystąpieniem z Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, co stało się w roku 1985. I tak, Grenlandia, w przeciwieństwie do Danii, nie jest dziś członkiem Unii Europejskiej, a choć historycznie i politycznie związana jest z Europą, to geograficznie znajduje się w Ameryce Północnej. W roku 2008, w wyniku kolejnego referendum, jej autonomia została poszerzona. Rządowi Grenlandii przekazano ponad 30 obszarów, w tym kwestie polityki morskiej, czy zasobów naturalnych. Zgodnie z projektem konstytucji, który opublikowano w kwietniu 2023 roku, Grenlandia zyskuje możliwość zawierania korzystnych dla siebie umów, na przykład o wolnym stowarzyszeniu, a jej elity mając świadomość rosnącego znaczenia na arenie międzynarodowej, pomimo braku spektakularnych sukcesów gospodarczych, próbują zwiększać swe wpływy polityczne w dyskusjach z Kopenhagą. Dodać warto, że rdzenna ludność, czyli Inuici, stanowiący blisko 90% populacji, mają ścisłe więzi ze swymi pobratymcami z Kanady, co dodatkowo ogranicza potencjalne aspiracje strategiczne Unii Europejskiej wobec Grenlandii. Ponadto, Stany Zjednoczone od dawna mają już tam swoją bazę wojsk powietrznych z systemem wczesnego ostrzegania przed pociskami balistycznymi, z której korzysta również dowództwo amerykańskich sił kosmicznych.
W pierwszym tygodniu stycznia, w tej właśnie bazie w Thule, wizytę złożył najstarszy syn Donalda Trumpa i choć oficjalnie poleciał w ten rejon świata turystycznie, by nagrać przy okazji materiał filmowy do swego podcastu, to przecież moment, w którym to się stało, nie był dziełem przypadku. Donald Trump Jr jest już od dłuższego czasu prominentnym graczem w ruchu politycznym swego ojca. Prezydent-elekt nie krył zresztą tego umieszczając na swoim koncie społecznościowym nagranie samolotu z napisem TRUMP, lądującego w stolicy kraju – Nuuk, pośród ośnieżonych gór, z podpisem: ‘Don Jr. i moi przedstawiciele lądują na Grenlandii’. A później dodając, że ‘przyjęcie było świetne. Oni i Wolny Świat potrzebują bezpieczeństwa, ochrony, siły i POKOJU! To umowa, która musi dojść do skutku. MAGA. SPRAW, BY GRENLANDIA ZNÓW BYŁA WIELKA!’. Dla wzmocnienia efektu, Trump przeprowadził jeszcze rozmowę telefoniczną z mieszkańcami wyspy.
Najistotniejszym, w mojej opinii, jest aspekt militarny tej rozgrywki. I nie jest to nagły ‘wyskok’ Trumpa, jak chcieliby to postrzegać niektórzy, a konsekwentna realizacja amerykańskiej strategii, którą prezydent-elekt wykorzystuje umiejętnie dla celów politycznych. Już 1 października 2023 roku, zarządzanie wojskową bazą Thule, obecnie przemianowaną na Pituffik, przejęła grenlandzka firma Inuksuk. Jej nazwa, w języku Inuitów, to rodzaj znaku lub rzeźby zbudowanej z kamieni, która nie tylko ma znaczenie duchowe i jest wpisane w inuicką mitologię, ale służy przede wszystkim, jako punkt orientacyjny, czy drogowskaz kierujący do terenu łowieckiego. W największym skrócie oznacza ‘tu byłem’. A, zatem, firma zaznaczyła wyraźnie ten obszar jako inuicki, choć działający dla inwestora amerykańskiego. Waszyngton przeznaczył na potrzeby Grenlandii, w ramach kontraktu określonego na razie do roku 2035, blisko 28 miliardów koron duńskich (około 16 mld złotych). Duński rząd ocknął się dopiero po ostatniej wypowiedzi Trumpa, w której po raz kolejny odwoływał się on do kwestii bezpieczeństwa i zaledwie w kilka godzin po niej duński minister obrony Troels Lund Poulsen ogłosił, że ‘Kopenhaga zainwestuje miliardy duńskich koron w poprawę obronności kraju’, jednak trudno zakładać, żeby Dania była zdolna konkurować na tym polu ze Stanami Zjednoczonymi. Baza, która ma być rozbudowywana, służy Dowództwu Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej do wykrywania i przechwytywania pocisków rosyjskich w potencjalnym konflikcie z tym państwem. Będzie wkrótce największą siedzibą bombowców strategicznych i samolotów patrolowych P-8A Poseidon monitorującym ruchy rosyjskich okrętów podwodnych. Najprawdopodobniej, w związku z obecną sytuacją międzynarodową, Pentagon powróci też do koncepcji z lat 60. XX wieku, kiedy zakładano, w ramach projektu „Iceworm”, umieszczenie w lodowych tunelach Grenlandii 600 pocisków średniego zasięgu Minuteman, w wersji Iceman. Niewykluczone jest także rozlokowanie na wschodnich wybrzeżach Grenlandii hipersonicznych systemów rakietowych dalekiego zasięgu „Dark Eagle”, zdolnych do rażenia celów w rosyjskich regionach arktycznych, w Archangielsku, Krasnojarsku, czy Omsku. I o to toczy się gra”.
W świetle tych manewrów wokół Grenlandii lepiej można dziś zrozumieć chęć porzucenia przez Trumpa niektórych agend ONZ, jak choćby tych, które dotąd wiązały USA prawem morza. Ale, czy Amerykę stać będzie na odtworzenie na Grenlandii projektu „Iceworm”? Polecam obejrzenie i wysłuchanie tego, co o tym mówi mieszkający w USA znany polski komentator i twórca internetowy Andy Choinski w nagraniu „Tajemnice Grenlandii. Camp Century – tajne miasto pod lodem”.
Sławomir M. Kozak
jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się - https://buycoffee.to/s.m.kozak